Plan kibiców Bayernu Monachium, polegający na celowym sprowokowaniu kary dyscyplinarnej w celu zresetowania rejestru przewinień przed najważniejszymi meczami sezonu, przyniósł skutek odwrotny do zamierzonego.

Zamiast czystego konta, groźba zamknięcia trybuny
Zorganizowane grupy kibiców Bayernu, podczas spotkania Ligi Mistrzów przeciwko drużynie z Lizbony, podjęły próbę manipulacji systemem kar UEFA. Fani, świadomi ciążącego na klubie wyroku w zawieszeniu, zdecydowali się na zmasowany pokaz pirotechniczny, odpalając na początku drugiej połowy około 90 rac. Działanie to, choć widowiskowe, doprowadziło do gęstego zadymienia areny przez znaczną część tej odsłony meczu.
Jak informuje BILD, ultrasi chcieli doprowadzić do odwieszenia kary zakazu stadionowego właśnie teraz. Ich celem było odbycie kary podczas styczniowego, postrzeganego jako mało istotne, spotkania fazy ligowej przeciwko Saint-Gilloise. Miało to pozwolić na wejście w decydującą fazę pucharową Ligi Mistrzów z „czystym kontem” i bez ryzyka osłabienia dopingu w kluczowych starciach. Strategia ta okazała się jednak błędem, który może przynieść drużynie realne straty sportowe.
UEFA nie tylko nie zastosowała się do scenariusza założonego przez fanów, ale wręcz zaostrzyła środki dyscyplinarne. Zamiast oczekiwanego przez kibiców „resetu”, federacja nałożyła na Bayern Monachium kolejny, dwuletni okres próbny. Co kluczowe, pojawiła się realna groźba zamknięcia całej południowej trybuny w przypadku jakiegokolwiek kolejnego incydentu. Taka kara oznaczałaby brak wsparcia najzagorzalszych sympatyków w najważniejszych domowych pojedynkach elitarnych rozgrywek, co w Monachium uznaje się za potężny niefart taktyczny.
Do sprawy odniósł się w ostrych słowach prezes klubu, 58-letni Jan-Christian Dreesen. Wskazał on na niedopuszczalność takich zachowań i zakwestionował postawę fanów, którzy próbują forsować „własną definicję prawa”. Dreesen podkreślił, że istniejące reguły są jasne i muszą być przestrzegane przez wszystkich, a dla podobnych pokazów pirotechnicznych nie ma miejsca na stadionie.
Władze klubu jasno dały do zrozumienia, że próba oszukania systemu przez radykalne grupy kibicowskie uderzyła rykoszetem w interesy całego Bayernu.

