Manchester City nie pozostawił złudzeń w derbach Manchesteru, wygrywając z Manchesterem United 3:0. Porażka jeszcze bardziej pogrążyła Rubena Amorima, którego pozycja staje się coraz bardziej niepewna. Tymczasem Erling Haaland przypomniał o swojej klasie, zdobywając dwie bramki i potwierdzając powrót do najwyższej formy.

W skrócie:
- Ruben Amorim ma fatalny bilans 31 punktów w 31 meczach, a United notuje najgorszy start w lidze od sezonu 1992/93
- Erling Haaland zdobył dwie bramki, udowadniając swoją dominację w derbach i potwierdzając świetną formę (15 goli w ostatnich 10 meczach)
- Phil Foden otworzył wynik spotkania i zadedykował bramkę zmarłemu kibicowi City, Ricky’emu Hattonowi
Amorim na krawędzi – czy portugalski trener przetrwa kolejne porażki?
Fani Manchesteru City śpiewali przyśpiewkę o Rubenię Amorimie, który „przywróci United dawną chwałę” – tę samą, którą wcześniej stworzyli kibice Czerwonych Diabłów. Był to akt ironii ze strony kibiców City, którzy kiedyś sami byli obiektem podobnych drwin ze strony sąsiadów. Trudno nie przyznać im racji – na podstawie tego, co pokazuje United, wizja, że Amorim odmieni losy klubu, wydaje się coraz bardziej iluzoryczna.
Portugalski szkoleniowiec po raz kolejny jasno dał do zrozumienia, że nie zamierza odchodzić ani zmieniać swoich metod czy formacji.
„Kiedy będę chciał zmienić swoją filozofię, zmienię ją. Jeśli nie, trzeba zmienić człowieka. Wierzę w swój sposób i będę grał po swojemu, dopóki nie zechcę tego zmienić” – stwierdził Amorim po meczu.
Statystyki są dla niego bezlitosne – 31 punktów w 31 meczach, z czego zaledwie 8 zwycięstw, 7 remisów i aż 16 porażek. W obecnej sytuacji najbardziej prawdopodobnym wynikiem meczu z udziałem United jest porażka. Chociaż trener próbował przerzucić część odpowiedzialności, mówiąc enigmatycznie: „Nie macie pojęcia, co wydarzyło się w ciągu tych miesięcy„, to fakty są takie, że otrzymał więcej swobody w przebudowie składu niż większość jego poprzedników.
Haaland i Foden bohaterami City – Norweg terroryzuje obrońców United
Erling Haaland od pierwszej minuty pokazał, że jest głodny goli. Już w pierwszej akcji oddał strzał tuż obok słupka, a jeszcze zanim zdobył bramkę w drugiej połowie, imponował współpracą z Doku, Reijndersem i Bernardem Silvą. Po przerwie zaprezentował to, w czym jest najlepszy – demolowanie obrońców połączeniem siły, szybkości i bezwzględnej skuteczności.
W swoim stylu najpierw zdominował Luke’a Shawa, a potem upokorzył Harry’ego Maguire’a, nie dając żadnych szans bramkarzowi Bayindirowi. Jego dublet zwiększył imponujący dorobek do 15 goli w ostatnich 10 meczach dla klubu i reprezentacji. Co więcej, Norweg z ośmioma trafieniami w siedmiu meczach stał się współrekordzistą pod względem liczby bramek w derbach Manchesteru w erze Premier League.
Phil Foden, który zdążył wyzdrowieć na derbowe starcie, również odegrał kluczową rolę, zdobywając bramkę otwierającą wynik. Jego celebracja w tłumie kibiców miała dodatkowy wymiar emocjonalny – jak sam przyznał, gol był dedykowany zmarłemu kibicowi City, bokserowi Ricky’emu Hattonowi. „W stu procentach miałem dodatkową motywację przed tym meczem, to było dla niego i jego rodziny oraz dla wszystkich cierpiących teraz ludzi” – wyznał angielski pomocnik.

