Porażka 2:4 po dogrywce z GKS-em Katowice i pożegnanie z Pucharem Polski mocno dotknęło zespół Wisły Płock. Głos w szatni był jednoznaczny: zawiedliśmy sami. Najdobitniej ujął to Marcin Kamiński, pełniący rolę kapitana, który bez ogródek podsumował spotkanie, wskazując na paradoks, jaki wydarzył się na boisku.

Gieksa wyeliminowała Wisłę z Pucharu Polski
Doświadczony obrońca, który pod nieobecność kontuzjowanego Łukasza Sekulskiego nosi kapitańską opaskę, nie szukał skomplikowanych wymówek. Według niego przyczyna utraty goli w regulaminowym czasie gry była prosta.
„Bramki, które straciliśmy, padły po naszych własnych błędach” – przyznał szczerze Kamiński.
Taka diagnoza jest tym bardziej bolesna, że zdaniem kapitana Wisły, przebieg gry wcale nie wskazywał na przewagę rywala. To właśnie żelazna skuteczność katowiczan okazała się kluczowa, co frustrowało płocczan.
„GKS nie był zespołem dominującym, a mimo to dwukrotnie obejmował prowadzenie” – podkreślił Kamiński, który sam spędził na boisku 87 minut, zanim zmienił go Marcus Haglind-Sangre.
Szybka okazja do rewanżu
Mimo rozgoryczenia, w Płocku nikt nie zamierza rozpamiętywać pucharowej porażki. Kapitan szybko skierował myśli w stronę najbliższej przyszłości i ligowego rewanżu.
„Oczywiście szkoda wyniku i odpadnięcia z Pucharu Polski, ale my walczymy dalej” – zapowiedział.
Słowa te są jasnym sygnałem, że zespół jest już w pełni skoncentrowany na nadchodzącym meczu.
„Wierzymy w swoje możliwości i już w piątek mamy idealną okazję do rewanżu. Zrobimy wszystko, aby trzy punkty zostały w Płocku” – zakończył bojowo kapitan „Nafciarzy”.
Wisła Płock po 8 kolejkach PKO BP Ekstraklasy zajmuje 3. miejsce w tabeli rozgrywek. Jest jednak jedyną drużyną z pierwszej szóstki, która przegrała dwa mecze w ostatnich pięciu spotkaniach ligowych. GKS Katowice jest w znacznie gorszej sytuacji – ma do Nafciarzy aż 9 punktów straty i obecnie znajduje się na najwyższym miejscu w strefie spadkowej.


