Jonas Vingegaard, dwukrotny triumfator Tour de France ujawnił, że po groźnej kraksie na 5. etapie wyścigu Paris–Nice nie został ani razu przebadany pod kątem wstrząsu mózgu przez lekarza. Zawodnik domaga się teraz zmian w obowiązujących protokołach medycznych w kolarstwie.

„Nikt nie sprawdził, czy mam wstrząs mózgu’’
– Poszedłem do lekarza wyścigu, bo miałem krew na twarzy. Ale nikt nie sprawdził, czy nie mam wstrząsu mózgu. To trochę dziwne, szczerze mówiąc – powiedział Vingegaard podczas konferencji prasowej na zgrupowaniu wysokogórskim Visma-Lease a Bike w Sierra Nevada.
Choć Duńczyk miał rozbitą twarz i uszkodzone okulary, pozwolono mu kontynuować jazdę. Diagnozę postawiono dopiero po zakończeniu etapu. Następnego dnia wycofał się z wyścigu. Zgodnie z obecnymi zasadami UCI, kolarze po wypadku powinni przejść szybką ocenę stanu zdrowia na trasie, kontrolę po etapie oraz ponowne badania dzień później. Jednak praktyka – jak widać – nie zawsze idzie w parze z teorią.
– Skoro ktoś ma widoczne obrażenia w okolicach głowy lub ramion, powinno być to podstawą do sprawdzenia stanu neurologicznego – dodał Vingegaard.

Trudna rekonwalescencja i nowa motywacja
W wyniku wstrząsu mózgu Vingegaard musiał zrezygnować ze startu w Volta a Catalunya i przez dziewięć dni nie wsiadał na rower. Jak wspomina, początkowe dni po kraksie były wyjątkowo trudne.
– Po powrocie do domu musiałem sporo odpoczywać. Gdy byłem aktywny godzinę, potem musiałem iść spać na kolejną. Tak wyglądały pierwsze cztery dni – mówił.
Gdy spróbował delikatnej jazdy treningowej, objawy powróciły, co zmusiło go do kolejnej kilkudniowej przerwy. Dopiero po tygodniu zaczął stopniowo zwiększać obciążenie.
To już drugi rok z rzędu, w którym przygotowania Vingegaarda do Tour de France zostały zakłócone przez kraksę. W 2024 roku miał poważny wypadek w Kraju Basków, ale tam winna była zła nawierzchnia i wysoka prędkość. Tym razem było inaczej.
– To była może najgłupsza kraksa, jaką miałem. Jechaliśmy pod górę, może 10–15 km/h. Ktoś przede mną zahaczył kołem i nie miałem żadnych szans na reakcję – przyznał.
Powrót na trasę – najpierw Dauphine, potem Tour
Vingegaard powróci do ścigania podczas zbliżającego się Critérium du Dauphine, gdzie zmierzy się m.in. z Tadejem Pogacarem. Obaj szykują się na najważniejszy cel sezonu – Tour de France. Duńczyk zaznacza, że nie jest jeszcze w najwyższej formie, ale liczy na progres.
– Wiem, że jeszcze nie jestem na swoim najwyższym poziomie, ale po to tu jestem. Mam nadzieję, że uda mi się być lepszym niż kiedykolwiek – zapowiedział.
Po Tourze planuje start w Vuelta a España. Możliwe też, że zadebiutuje na Mistrzostwach Świata w Rwandzie, choć decyzji jeszcze nie podjął.
– Zawsze chciałem wystąpić na MŚ. Nadal to rozważam, ale wszystko zależy od tego, jak będę się czuł po Vuelcie – zaznaczył.

