Sebastian Vettel opowiedział o kulisach swojego kontaktu z Lewisem Hamiltonem przed głośnym transferem do Ferrari. Niemiec przyznał, że dał rywalowi tylko jedną, ale fundamentalną wskazówkę, mającą uchronić go przed błędem, który sam popełnił w Maranello. Patrząc na obecne trudności Brytyjczyka, słowa te brzmią dziś proroczo.

Bariera, której nie widać w telewizji
Historia obu wielokrotnych mistrzów świata w Ferrari rozpoczyna się w skrajnie odmienny sposób. Gdy Vettel dołączył do Scuderii w 2015 roku, mając za sobą pasmo sukcesów w Red Bullu, zwyciężył już w swoim drugim wyścigu w Malezji. Tymczasem Lewis Hamilton, po dwunastu latach w Mercedesie, zbliża się do końca swojego pierwszego sezonu we Włoszech bez ani jednego miejsca na podium.
W podcaście „Beyond the Grid” Vettel zasugerował, że problemy Hamiltona mogą wykraczać poza kwestie techniczne bolidu. Zdaniem Niemca, kluczem do sukcesu w Maranello jest zrozumienie specyficznej kultury, której fundamentem jest język. Choć oficjalną komunikacją w F1 jest angielski, w garażu Ferrari rzeczywistość wygląda inaczej.
– Przejście do Ferrari to ogromna różnica. Serce i kultura zespołu są włoskie – tłumaczył Vettel. – Rozumiesz wszystkich inżynierów, ale są pracownicy, którzy nie mówią po angielsku w ogóle lub mówią słabo. Jeśli nie znasz języka bardzo dobrze, poradzisz sobie, ale czy naprawdę „poczujesz” tych ludzi? Czy zrozumiesz kulturę?
Vettel zdobył się na szczerą autorefleksję. Przyznał, że patrząc wstecz, popełnił „kluczowy błąd”. Mimo że brał lekcje i potrafił się porozumieć, nigdy nie opanował włoskiego perfekcyjnie i nie spędzał w kraju wystarczająco dużo czasu, by w pełni zintegrować się z zespołem.
Konkretna wskazówka dla Hamiltona
To właśnie to doświadczenie skłoniło Vettela do bezpośredniej rozmowy z Hamiltonem, gdy ten decydował się na zmianę barw.
– Powiedziałem Lewisowi: „Jedyną radą, jaką mogę ci dać, najlepszą radą, jest: naucz się języka. Naucz się go naprawdę, naprawdę dobrze” – zdradził czterokrotny mistrz świata.
Hamilton, związany kontraktem z Ferrari do 2027 roku, bierze lekcje włoskiego, jednak jego pozycja w zespole wydaje się trudna. Otwarcie przyznał, że nie zamierza kopiować ścieżki Vettela, a jego metody pracy spotkały się z chłodnym przyjęciem.
Zamiast skupiać się na miękkiej asymilacji, Brytyjczyk przeprowadził swoisty audyt operacyjny stajni, wysyłając szefostwu dokumenty ze swoimi uwagami. Według doniesień, tak radykalne kroki podjęte tuż po przyjściu do zespołu wywołały niechęć u części personelu, mimo że intencją kierowcy była pomoc w przełamaniu mistrzowskiej posuchy.
Napiętą atmosferę potwierdzają ostatnie wydarzenia. Przed Grand Prix Las Vegas prezes John Elkann miał polecić Hamiltonowi i Charlesowi Leclercowi, by „mniej mówili”. Był to kolejny trudny weekend dla Brytyjczyka, który po zakwalifikowaniu się na ostatniej pozycji, zdołał w wyścigu przebić się jedynie na ósme miejsce.

