Saga transferowa z udziałem Jamiego Bynoe-Gittensa nabiera rumieńców, a na linii frontu stoją dwa giganty: zdeterminowana Chelsea i nieugięta Borussia Dortmund. Młody Anglik jasno określił swoje priorytety, co stawia niemiecki klub w niezwykle trudnej sytuacji. Czy pieniądze z Londynu w końcu przekonają włodarzy BVB, czy może czeka nas twarda gra nerwów aż do samego końca okienka?

W skrócie:
- Jamie Bynoe-Gittens chce dołączyć wyłącznie do Chelsea i odmawia jakichkolwiek negocjacji z innymi klubami.
- Chelsea złożyła już ofertę w wysokości 50 milionów euro, która została natychmiastowo odrzucona przez Borussię Dortmund.
- Według doniesień piłkarz uzgodnił już warunki siedmioletniego kontraktu z „The Blues” i czeka jedynie na porozumienie między klubami.
Tylko Chelsea albo nic! Młoda gwiazda stawia ultimatum
Sytuacja jest zero-jedynkowa. Jamie Bynoe-Gittens, jeden z najbardziej ekscytujących młodych skrzydłowych w Europie, postawił sprawę jasno: jego przyszłość ma być na Stamford Bridge. Według znanego insidera, Fabrizio Romano, piłkarz nie ma najmniejszego zamiaru rozważać ofert z innych kierunków, nawet jeśli pojawiłyby się na horyzoncie.
Co więcej, Anglik miał już osobiście dogadać się z Chelsea w sprawie lukratywnego, bo aż siedmioletniego kontraktu. To pokazuje ogromną determinację zawodnika i wysyła jasny sygnał do jego obecnego pracodawcy – chcecie zarobić na moim odejściu? To musicie rozmawiać z Chelsea. Kropka.
Dortmund mówi „nie”, ale czy gra na czas?
Tutaj historia zaczyna się komplikować. Londyńczycy, świadomi chęci zawodnika, rzucili na stół konkretną propozycję – 50 milionów euro. Z perspektywy rynku i potencjału Bynoe-Gittensa wydaje się to uczciwą kwotą. Borussia Dortmund miała jednak odrzucić tę ofertę praktycznie bez zastanowienia. To o tyle ciekawe, że wcześniejsze doniesienia medialne sugerowały, iż cena wywoławcza, jakiej oczekiwali Niemcy, oscylowała właśnie w granicach 50–60 milionów euro. Czyżby BVB, widząc desperację Chelsea i determinację zawodnika, postanowiło podbić stawkę? To klasyczna gra negocjacyjna, w której Dortmund trzyma kluczowe karty, ale presja czasu i wola samego piłkarza mogą w końcu zmusić ich do ustępstw. W tej chwili jednak twardo obstają przy swoim.
Nowy trener Chelsea, Enzo Maresca, nie ukrywa, że jego drużyna potrzebuje „przewietrzenia szatni” i świeżej krwi na skrzydłach. W jego taktycznej układance brakuje dynamicznych, przebojowych zawodników, a Bynoe-Gittens pasuje do tego profilu jak ulał. Jego transfer nie jest więc kaprysem, a strategiczną koniecznością, co tylko umacnia pozycję negocjacyjną Borussii. Kości zostały rzucone, a teraz pozostaje nam czekać, która ze stron pierwsza mrugnie.

