Mikael Ishak w sobotę przeszedł do historii Lecha Poznań. Strzelając dwa gole w meczu z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza, nie tylko dobił do bariery 100 bramek w niebiesko-białych barwach, ale od razu ją przekroczył. Mimo tak niezwykłego osiągnięcia, które udało się tylko trzem innym piłkarzom w dziejach klubu, na twarzy Szweda próżno było szukać wielkiej euforii. Dlaczego? Odpowiedź kapitana „Kolejorza” pokazuje, co jest dla niego absolutnym priorytetem.

Sen, na którego celebrację przyjdzie czas
Sam zawodnik przyznał, że historyczny wyczyn wciąż wydaje mu się nierealny. To moment pełen dumy i radości, ale Ishak świadomie odkłada wielkie świętowanie na później.
„To wciąż nie brzmi realistycznie, raczej przypomina sen. Liczba 100, a nawet 101 jest niewiarygodna” – mówił tuż po meczu napastnik. „Pewnego dnia, kiedy odejdę z klubu albo skończę karierę, usiądę i stwierdzę, że to osiągnięcie jest niebywałe, jeszcze przyjdzie na to czas” – dodał, dając jasno do zrozumienia, że jego misja w Poznaniu wciąż trwa.
Pełne skupienie na kolejnym zadaniu
Prawdziwym powodem, dla którego Ishak studzi emocje, jest to, co tu i teraz – czyli niezwykle napięty terminarz i walka o kolejne cele z Lechem Poznań. Kapitan „Kolejorza” twardo stąpa po ziemi i wie, że sezon jest w pełni, a na indywidualne podsumowania nie ma miejsca.
„Ciężko jednak oderwać się od rzeczywistości, bo czeka nas mecz w perspektywie zaledwie kilku dni. W trakcie sezonu nie pozwalam sobie na zbytnie zadowolenie, pozostaję w pełni skupiony na każdym kolejnym zadaniu. To sprzyja, żeby cały czas pozostawać głodnym” – wyjaśnił Szwed.
Tym kolejnym zadaniem jest wyjazdowy mecz z Rakowem Częstochowa, który odbędzie się już w najbliższą środę, 24 września. Dla Lecha, który po 7 kolejkach zajmuje 6. miejsce w tabeli z dorobkiem 13 punktów, to niezwykle ważne spotkanie w kontekście walki o czołowe lokaty. Zwycięstwo pozwoliłoby utrzymać kontakt z liderami i potwierdzić mistrzowskie aspiracje. To właśnie ten cel jest teraz dla Mikaela Ishaka ważniejszy niż osobiste rekordy.

