Hiszpańska liga piłkarska znalazła się w ogniu krytyki ze strony własnych klubów. Restrykcyjne zasady finansowego fair play stają się coraz większym problemem dla zespołów LaLiga, które z zawiścią spoglądają na Premier League i jej rekordowe wydatki transferowe. Prezes Getafe nazwał sytuację „pośmiewiskiem Europy”, ale władze ligi pozostają nieugięte.

W skrócie:
- Premier League wydała na transfery 3,589 mld euro – więcej niż wszystkie pozostałe czołowe europejskie ligi razem wzięte
- Osiem hiszpańskich klubów musiało skorzystać z mechanizmu „transferów w zwolnionym tempie”, aby zarejestrować nowych zawodników
- LaLiga mimo krytyki nie zamierza zmieniać swojej filozofii i obstaje przy zasadzie, że kluby mogą wydawać tylko tyle, ile zarabiają
„Jesteśmy pośmiewiskiem Europy”
Kolejne okno transferowe w Hiszpanii upłynęło pod znakiem frustracji i ograniczeń. Podczas gdy angielskie kluby wydawały astronomiczne kwoty na nowe gwiazdy, ich hiszpańscy odpowiednicy borykali się z problemami rejestracji nawet tych zawodników, których udało im się pozyskać w ramach skromnych budżetów.
Ángel Torres, prezydent Getafe, nie gryzł się w język oceniając sytuację:
„Jesteśmy pośmiewiskiem Europy”. Równie dosadnie wypowiedział się dyrektor sportowy Espanyolu, Garagarza: „Premier League wydała więcej niż pozostałe cztery główne ligi. Coś nie działa dobrze, czy to zarządzanie, rentowność ekonomiczna, czy nadmierne regulacje… To wymaga głębszej refleksji, ale skłania mnie do myślenia, że coś nie działa poprawnie w LaLiga”.
Te głosy są częścią narastającego konfliktu między klubami a władzami ligi. Coraz więcej zespołów domaga się poluzowania rygorystycznych zasad finansowego fair play, które ich zdaniem hamują konkurencyjność hiszpańskiej piłki na arenie międzynarodowej.
LaLiga nie ustępuje, ale szuka kompromisów
Pomimo nacisków ze strony klubów, LaLiga nie zamierza odchodzić od swojej fundamentalnej zasady: wydawać można tylko tyle, ile się zarabia. Javier Gómez, dyrektor generalny korporacyjny LaLiga i twórca systemu kontroli ekonomicznej, stanowczo broni obecnych rozwiązań.
„Zasady zatwierdzają same kluby i nikt inny. Niektóre zespoły czasami, w wyniku stresu, wygłaszają pewne oświadczenia. Mamy jednak reguły obowiązujące wszystkich, wszyscy je znamy od dawna i musimy je stosować” – stwierdził Gómez, odpowiadając na krytykę.
Liga wprowadziła jednak pewne modyfikacje, aby ułatwić klubom funkcjonowanie na rynku transferowym. Jedną z nich jest mechanizm nazywany „transferami w zwolnionym tempie”, który pozwala na rejestrację trzech zawodników (dwóch pozyskanych za darmo i jednego z transferu), nawet jeśli klub ma miejsce w limicie płacowym tylko na bieżący sezon, a nie na kolejny. Z tego rozwiązania skorzystało w ostatnim oknie transferowym aż osiem klubów.
Dwie różne rzeczywistości piłkarskiego biznesu
Głównym problemem jest przepaść ekonomiczna między LaLiga a Premier League. Hiszpańska liga, mimo wszelkich starań, nie może równać się z angielskim gigantem pod względem finansowym. Premier League generuje niemal dwukrotnie większe przychody z praw telewizyjnych i umów sponsorskich, co przekłada się na znacznie większą siłę nabywczą klubów.
Liga angielska coraz bardziej odrywa się od europejskiej konkurencji i zaczyna funkcjonować w standardach porównywalnych raczej z wielkimi ligami amerykańskimi niż z pozostałymi rozgrywkami Starego Kontynentu.
Czy coś się zmieni? LaLiga zwołała na 19 września zebranie klubów z Primera i Segunda División. Podczas spotkania zespoły poznają swoje limity płacowe i będą miały okazję wyrazić swoje opinie. Tam się okaże, czy któryś klub podejmie próbę zmiany obecnych zasad, czy też, jak to zwykle bywa, ostatecznie zaakceptują filozofię obecnych władz ligi.

