Cadillac coraz poważniej przygotowuje się do swojego debiutu w Formule 1. Amerykański zespół, który w 2026 roku stanie się 11. ekipą w stawce, nie ma jeszcze własnego samochodu do testów. Dlatego – jak przyznał szef Graeme Lowdon – rozważane jest wykorzystanie bolidu… konkurencji.

Problem nowej ekipy
Zgodnie z przepisami FIA, każdy zespół może odbyć do 20 dni testów w maszynach starszych niż dwa lata, w ramach tzw. programu TPC (Testing of Previous Cars). To kluczowy element przygotowań przed startem sezonu. Cadillac jako nowy gracz nie posiada jednak takiego samochodu i musi liczyć na wsparcie rywali.
– „Musimy współpracować z innymi, by móc testować, ale regulamin to dopuszcza. Chodzi o to, by w Melbourne w 2026 roku pojawić się w pełni gotowym” – powiedział Lowdon.
Ferrari na horyzoncie i symulacje zamiast toru
Choć Lowdon nie zdradził, z kim prowadzone są rozmowy, najbardziej prawdopodobnym partnerem wydaje się Ferrari. To właśnie włoski producent będzie dostarczał silniki Cadillacowi aż do 2029 roku, zanim Amerykanie wprowadzą własną jednostkę napędową.
Na razie ekipa nadrabia braki szczegółowymi symulacjami weekendów wyścigowych. Podczas ostatnich testów „na sucho” w Monzy udział wzięło nawet 60 inżynierów z USA i Wielkiej Brytanii, którzy ćwiczyli pracę w realiach prawdziwego Grand Prix – od czwartku do niedzieli.
– „To niezwykle ważne, bo uczymy się integracji zespołu jeszcze przed pierwszym startem” – podkreślił Lowdon.
Cadillac ma już potwierdzony skład. W barwach zespołu wystąpią Valtteri Bottas i Sergio Perez. Fin wciąż pełni funkcję rezerwowego Mercedesa, więc jego pełne zaangażowanie nastąpi dopiero po ustaleniu szczegółów z „Srebrnymi Strzałami”. Meksykanin natomiast – po rozstaniu z Red Bullem – już teraz w pełni koncentruje się na nowym projekcie.
– „Wkrótce odwiedzę fabrykę, żeby przekazać swoje uwagi. Liczę, że jeszcze w tym roku uda mi się wsiąść do bolidu, by wejść w rytm przed zimowymi testami” – zapowiedział Perez.
Pierwszy wyścig Cadillaca w Formule 1 zaplanowano na 6–8 marca 2026 roku podczas Grand Prix Australii. Amerykanie chcą zaskoczyć profesjonalnym przygotowaniem, nawet jeśli oznacza to sięganie po pomoc rywali.


