Kamil Jóźwiak od ponad dwóch miesięcy pozostaje bez klubu, a jego przyszłość wciąż stoi pod dużym znakiem zapytania. Mimo że nazwisko 27-letniego skrzydłowego przewijało się w kontekście kilku kierunków – w tym powrotu do Ekstraklasy – zawodnik stawia tak wygórowane wymagania finansowe, że rozmowy z potencjalnymi pracodawcami kończą się zanim na dobre się zaczną.

Od Granady do bezrobocia
Polak zakończył poprzedni sezon w hiszpańskiej Granadzie, ale nie zdołał tam wypracować sobie mocnej pozycji. Po rozwiązaniu kontraktu od razu pojawiły się spekulacje, że może wrócić do kraju i odbudować formę na polskich boiskach. Wśród zainteresowanych klubów wymieniano przede wszystkim Jagiellonię Białystok.
Temat jednak szybko upadł. Prezes Ziemowit Deptuła przyznał pod koniec sierpnia, że transfer nie zostanie zrealizowany, a do sprawy wrócił dziennikarz Kuba Seweryn. Jak ujawnił, Jóźwiak w ostatnich dniach letniego okna transferowego zażądał od białostockiego klubu pensji wyższej aż o 50 procent od wynagrodzenia Jesúsa Imaza – jednego z liderów drużyny. Dla Jagiellonii był to warunek nie do przyjęcia.
Wielkie wymagania, mała forma
Trudno nie zauważyć, że sportowa pozycja Jóźwiaka od dłuższego czasu systematycznie słabnie. Po odejściu z Lecha Poznań w 2020 roku piłkarz grał w Derby County, Charlotte FC i Granadzie, ale nigdzie nie zdołał na dłużej błysnąć formą. Bilans jego kariery pokazuje 296 rozegranych spotkań i 27 goli – liczby przyzwoite, lecz nie na miarę oczekiwań, jakie wobec niego stawiano jeszcze kilka lat temu.
Co więcej, w ostatnich sezonach liczba występów spada, a sam zawodnik nie notuje regularnych przebłysków formy. W MLS w barwach Charlotte zagrał 44 mecze, zdobywając tylko 2 bramki. W Hiszpanii również nie potrafił się przebić. Dziś, zamiast szukać miejsca do odbudowania kariery, koncentruje się na negocjowaniu wysokich kontraktów.
Ekstraklasa traktowana jak zesłanie?
Na portalu X Seweryn nie krył rozczarowania postawą byłego reprezentanta Polski:
„Wciąż jest grupka dziwacznych zawodników – Polaków, którzy powrót do Ekstraklasy traktują jak zesłanie. Jóźwiak kolejny artysta. Nic nie gra od kilku lat, jest do totalnego odgruzowania, a nawet w ostatnich dniach okna chce pensji o 50 proc. większej od Imaza”.
Słowa te dobrze oddają atmosferę wokół piłkarza. Jóźwiak wciąż nie znajduje klubu, a jego wartość rynkowa spadła do 1,2 mln euro – trzykrotnie mniej niż w 2020 roku, gdy osiągnęła rekordowe 4 mln.
Co dalej z piłkarzem, który jeszcze niedawno regularnie występował w reprezentacji Polski? Na razie trudno znaleźć odpowiedź. Jóźwiak wciąż pozostaje wolnym zawodnikiem, a zainteresowanie jego usługami jest coraz mniejsze.



No to cóż. Wielu zniszczyło swoje kariery na swoje życzenie. On też może. Oby potrafił układać płytki regipsy. Jest robota na Podchalu i Beskidach. A, żeby nie było, jakbym umiał miał zdrowie to bym grał.
Gdzie on pasuje
Zero rozumu
Ma już 27 lat, to najlepszy czas na sukcesy. Narazie totalny zjazd. Bez kontraktu, bez formy, bez klubu. Obecny sezon może już zaliczyć do straconych. Szkoda chłopa.
Za pół roku wróci do ekstraklasy za połowę tego co dzisiaj żąda z podkulonym ogonem. Takie gwiazdy jak on i Puchacz po tym w jakiej sytuacji postawil GKS Katowice to zostaną z niczym. Dzisiaj w ekstraklasie chcą grać dużo lepsi zawodnicy niż wyżej wymienione pseudo gwiazdy.