Piłkarze FC Barcelona wracają z azjatyckiej eskapady w fatalnych nastrojach. Zmęczenie po wyczerpującej 19-godzinnej podróży powrotnej z Korei do Katalonii to tylko wierzchołek góry lodowej problemów, z jakimi musi się zmierzyć Hansi Flick. Sytuację dodatkowo skomplikował kapitan drużyny Marc-André ter Stegen, który zdecydował się na bezprecedensowy krok, odmawiając podpisania dokumentów medycznych dla LaLiga.

W skrócie:
- Piłkarze Barcelony są wściekli po 19-godzinnej podróży powrotnej z Korei, którą określili jako organizację „godną małego klubu”
- Po meczu z Daegu FC drużyna musiała odbyć 4-godzinną jazdę autokarem do Seulu w środku nocy, a następnie 13-godzinny lot do Barcelony
- Po przylocie zawodnicy dowiedzieli się o „bombie Ter Stegena” – kapitan odmówił podpisania raportu medycznego dla LaLiga, co wywołało szok w zespole
„Jak w małym klubie” – piłkarze Barçy wściekli po azjatyckiej odysei
Jak udało się ustalić, kilku czołowych zawodników Barcelony nie kryło swojego niezadowolenia z planów podróży powrotnej do Katalonii. Niektórzy wprost nazwali organizację „godną małego klubu” i wyrazili swoje rozczarowanie bezpośrednio Hansiemu Flickowi. Najbardziej kontrowersyjnym elementem była prawie czterogodzinna podróż autokarem z miejsca rozegrania meczu z Daegu FC na lotnisko w Seulu.
Drużyna dotarła do stolicy Korei dopiero około trzeciej nad ranem, co dodatkowo spotęgowało frustrację zawodników. Po dotarciu na lotnisko czekał ich jeszcze 13-godzinny lot powrotny do Barcelony. Samolot wylądował na lotnisku El Prat po godzinie 10:30 czasu lokalnego. Warto zaznaczyć, że różnica czasowa między Koreą a Hiszpanią wynosi siedem godzin, co jeszcze bardziej skomplikowało sytuację.
Jednak prawdziwy szok czekał na piłkarzy po wylądowaniu. Dowiedzieli się wówczas, że kapitan drużyny, Marc-André ter Stegen, odmówił podpisania raportu medycznego, który miał zostać przekazany do LaLiga. Ta informacja wywołała prawdziwe trzęsienie ziemi w zespole, szczególnie że wielu kolegów publicznie wspierało niemieckiego bramkarza w ostatnich dniach.
Do wszystkich problemów dochodzi jeszcze jet lag, z którym zawodnicy będą musieli się zmagać przez najbliższe dni. Jak zauważają eksperci, organizm znacznie trudniej adaptuje się do zmiany czasu podczas podróży ze wschodu na zachód. Skutki jet lagu mogą być odczuwalne nawet przez tydzień, powodując zaburzenia snu i ogólne zmęczenie.
Hansi Flick próbuje ratować sytuację i dał drużynie wolny dzień w środę, aby mogli nieco zregenerować siły. Zobaczymy, w jakim stanie fizycznym i mentalnym pojawią się zawodnicy na czwartkowym treningu, który zaplanowano jako sesję dwufazową. Wygląda na to, że niemiecki szkoleniowiec będzie musiał nie tylko rozwiązać problemy taktyczne przed zbliżającym się sezonem, ale również zadbać o atmosferę w szatni, która jest obecnie daleka od idealnej.

