Lewis Hamilton znalazł się pod ostrzałem po fatalnym występie na Grand Prix Węgier. Siedmiokrotny mistrz świata nie tylko zakwalifikował się dopiero na 12. miejscu – aż 11 pozycji za Charlesem Leclerkiem – ale po wyścigu nazwał samego siebie „bezużytecznym” i zasugerował, że Ferrari powinno rozważyć zmianę kierowcy.

Ecclestone: „Ferrari powinno postawić na młodych”
Były szef Formuły 1, Bernie Ecclestone, nie pozostawił wątpliwości, kto mógłby być następcą Brytyjczyka:
„Gdybym był Ferrari, wziąłbym jednego z tej dwójki – Isaaca Hadjara albo Gabriela Bortoleto. Hadjar zrobił świetne wrażenie w debiucie, jest szybki i konsekwentny. Bortoleto to także ogromny talent. Obaj reprezentują przyszłość” – powiedział w rozmowie z Daily Mail.
Bortoleto, ubiegłoroczny mistrz Formuły 2, przez długi czas był uznawany za solidnego, ale nie błyskotliwego zawodnika. Helmut Marko z Red Bulla określił go nawet jako „kierowcę kategorii B”. Brazylijczyk odpowiedział wtedy, że „wyniki na torze” będą najlepszą odpowiedzią – i słowa dotrzymał, punktując w trzech z czterech ostatnich wyścigów i notując najlepszy wynik sezonu, szóste miejsce.
Alesi krytykuje Hamiltona
Znacznie ostrzejszy w ocenie samego Hamiltona był były kierowca Ferrari, Jean Alesi.
„Myślę, że taka postawa demoralizuje ludzi, którzy z nim pracują. Senna czy Schumacher nigdy nie powiedzieliby czegoś takiego” – podkreślił Francuz.
Przyszłość wciąż w Maranello
Na razie jednak nic nie wskazuje na to, by Ferrari faktycznie chciało rozwiązać kontrakt z Hamiltonem, który obowiązuje jeszcze przez kilka sezonów. W Maranello liczą, że od 2026 roku, wraz z wejściem nowych regulacji technicznych, Brytyjczyk odzyska dawną formę.
Na krótką metę kluczowe może być jednak jedno: mniej gorzkich słów, a więcej wyników na torze. Hamilton ma na to trzy tygodnie przerwy letniej przed kolejnym startem – na torze Zandvoort w dniach 29–31 sierpnia.


