W Maranello atmosfera gęstnieje z każdym kolejnym wyścigiem, a ciśnienie osiąga punkt krytyczny. Pozycja szefa zespołu Ferrari, Freda Vasseura, wydaje się coraz bardziej niepewna, a włoskie media huczą od plotek na temat jego przyszłości. Mimo drugiego miejsca w klasyfikacji konstruktorów, cierpliwość zarządu legendarnej stajni zdaje się kończyć, a widmo zwolnienia Francuza jeszcze przed końcem roku staje się coraz bardziej realne.

W skrócie:
- Niezadowalające wyniki i rosnąca presja we Włoszech sprawiają, że przyszłość Freda Vasseura jako szefa Ferrari stoi pod znakiem zapytania.
- Zarząd z Johnem Elkannem na czele miał postawić Vasseurowi jasny cel – tytuł mistrzowski przed rewolucją w 2026 roku, co obecnie wydaje się nierealne.
- Kontrakt Francuza wygasa z końcem roku, a w mediach już pojawiają się nazwiska potencjalnych następców, co dodatkowo komplikuje sytuację w zespole.
Zarząd Ferrari traci cierpliwość? Czerwony alarm w Maranello
Dziewięć weekendów wyścigowych i tylko jedno zwycięstwo w sprincie, autorstwa nowego nabytku, Lewisa Hamiltona. Do tego piąte miejsce Charlesa Leclerca i szóste Brytyjczyka w klasyfikacji generalnej kierowców – liczby nie kłamią. Kultowy zespół Ferrari w obecnym sezonie Formuły 1 spisuje się znacznie poniżej oczekiwań, co powoduje, że krytyka, zwłaszcza we Włoszech, narasta z dnia na dzień. A to oznacza, że grunt pod nogami szefa zespołu, Freda Vasseura, zaczyna się osuwać.
Co z tego, że Ferrari zajmuje obecnie drugie miejsce w klasyfikacji konstruktorów? Strata do dominującego McLarena jest ogromna, a co gorsza, według serwisu „Motorsport.com”, za kulisami w Maranello już potężnie iskrzy. Prezesi John Elkann i Benedetto Vigna mieli postawić Vasseurowi jasne zadanie: odzyskać tytuł mistrzowski w ostatnim roku obowiązywania obecnych przepisów, zanim w 2026 nadejdzie techniczna rewolucja. Cel ten jest jednak odległy jak nigdy. Ferrari wyraźnie przegrywa w wyścigu zbrojeń, a dystans do McLarena wydaje się niemożliwy do zniwelowania przed końcem sezonu.
Miała być rewolucja, jest rozczarowanie
Kierownictwo zespołu podobno już po Grand Prix w Imoli (gdzie Hamilton był czwarty, a Leclerc szósty) zażądało zdecydowanych kroków naprzód. Dużą nadzieję pokładano w dyrektywie technicznej dotyczącej elastyczności przednich skrzydeł, która weszła w życie od wyścigu w Barcelonie. Miała ona ukrócić dominację McLarena, ale ostatecznie nie zaszkodziła rywalom, a i samemu Ferrari nie pomogła wykonać oczekiwanego skoku jakościowego. Co prawda Leclerc stanął na podium, zajmując trzecie miejsce, ale był daleki od jakiejkolwiek szansy na walkę o zwycięstwo. Hamilton wylądował na szóstej pozycji.
Wszystkie te czynniki sprawiły, że krytyka pod adresem Vasseura staje się coraz głośniejsza. Francuz, który dołączył do Scuderii w 2023 roku, ma trzyletni kontrakt wygasający w grudniu. Nie wiadomo, czy prowadzone są jakiekolwiek rozmowy na temat jego przedłużenia, co stanowi kolejny czynnik niepewności dla zespołu.
Kto za Vasseura? Karuzela nazwisk już ruszyła
W ostatnim czasie pojawiły się spekulacje o rzekomym zainteresowaniu Ferrari kontrowersyjnym szefem Red Bulla, Christianem Hornerem. Brytyjczyk szybko jednak uciął te plotki, deklarując wierność zespołowi „Czerwonych Byków”. Zamiast niego, w doniesieniach medialnych pojawia się inne nazwisko – Antonello Coletta, obecny szef programu długodystansowego Ferrari.
Czy czeka nas zatem wkrótce zmiana na stanowisku szefa zespołu? Plotki krążą i nabierają na sile. Choć wydaje się, że na całkowity restart przed rewolucją w 2026 roku może być już za późno – prace rozwojowe nad przyszłym bolidem już trwają. Jak donoszą media, Ferrari ma obecnie problemy ze znalezieniem chętnych do pracy inżynierów, co może być bezpośrednią konsekwencją niepewności wokół pozycji szefa zespołu.

