Przyszłość Lewisa Hamiltona w barwach włoskiej stajni stanęła pod znakiem zapytania, a ostateczne rozstrzygnięcia dotyczące jego dalszej kariery mogą zapaść znacznie szybciej, niż wskazywałyby na to zapisy w kontrakcie.
Hamilton odejdzie wcześniej, niż zakładano?
Mimo że kontrakt siedmiokrotnego mistrza świata teoretycznie wiąże go z Ferrari do 2027 roku – z możliwością przedłużenia o kolejny sezon – rzeczywistość może okazać się brutalna.
Według ustaleń Marka Hughesa, obie strony wypracowały już porozumienie na wypadek, gdyby tegoroczne występy Hamiltona nie odbiegały od ubiegłorocznych, rozczarowujących rezultatów. Kluczowe jest jednak to, że „drastyczny krok”, jakim byłoby rozstanie, zależy niemal wyłącznie od woli samego zawodnika. Zespół nie zamierza narzucać mu siłowych rozwiązań, lecz Brytyjczyk ma pełną świadomość, że oczy całego Maranello są zwrócone właśnie na niego.
Sytuacja jest na tyle poważna, że Damon Hill dopuszcza scenariusz, w którym Hamilton decyduje się na opuszczenie kokpitu jeszcze w trakcie trwania nadchodzącej kampanii. Taki ruch, podyktowany brakiem realnych szans na zwycięstwa, wywołałby wstrząs wtórny na całym rynku transferowym Formuły 1.
Konflikt stylów i bariery komunikacyjne
Problemy, które doprowadziły Hamiltona do obecnego punktu, mają podłoże głęboko techniczne. Po przejściu z Mercedesa kierowca zderzył się z charakterystyką bolidu, która promuje styl jazdy Charlesa Leclerca. Chodzi przede wszystkim o sposób hamowania silnikiem na wejściach w zakręty – element, który Hamiltonowi, preferującemu tradycyjne i agresywne metody rotacji auta, sprawia ogromne trudności. To właśnie te różnice sprawiły, że w poprzednim sezonie Brytyjczyk nie zdołał ani razu stanąć na podium po niedzielnym wyścigu, notując czołowe lokaty jedynie w sprintach.
Dodatkowym czynnikiem destabilizującym jest komunikacja na linii kierowca–zespół. Choć Ferrari reaguje na uwagi swojego zawodnika, przepływ informacji nie jest idealny, co utrudnia eliminację problemów zgłaszanych przez Hamiltona.
Choć podczas testów w Barcelonie udało mu się uzyskać najlepszy czas tygodnia, obserwatorzy odnotowali, że Brytyjczyk sprawiał wrażenie człowieka „cierpiącego” za kierownicą. W kontekście nadchodzących zmian w regulaminach, sezon 2026 staje się dla Hamiltona ostatecznym sprawdzianem.
