W polskiej koszykówce od lat powtarzamy, że „talentu nie brakuje, brakuje stabilności”. Igor Milicić, selekcjoner biało-czerwonych, wydaje się jednak człowiekiem, który potrafi tę stabilność zaszczepić. Nie przez krzyk, nie przez spektakularne roszady, lecz przez konsekwentne budowanie drużyny, w której każdy wie, po co jest na parkiecie. Teraz, na kilka tygodni przed EuroBasketem 2025, pytanie brzmi: czy ten proces dojrzewa w odpowiednim tempie, by w Niemczech i Czechach powalczyć o coś więcej niż „przyzwoity wynik”?

Jeden trening, maksimum intensywności
Ostatnie mecze sparingowe pokazują drużynę, która potrafi wygrywać nie tylko talentem, ale i odpornością psychiczną. Minimalne zwycięstwo nad Islandią – mecz, w którym prowadzenie zmieniało się kilkukrotnie – to kwintesencja tego, co Milicić chce wpoić zawodnikom: zimna krew w końcówkach, dyscyplina w obronie, brak paniki nawet wtedy, gdy przeciwnik trafia seriami. W turniejach rangi mistrzowskiej nie zawsze wygrywają ci, którzy grają najładniej.
Treningi pod okiem chorwackiego szkoleniowca to połączenie taktycznej precyzji i surowej selekcji mentalnej. Milicić od początku zrezygnował z forsowania dwóch treningów dziennie, stawiając na jeden, ale za to maksymalnie intensywny. To wbrew schematom, ale ma swój sens – zawodnicy mają zachować świeżość, a nie docierać na EuroBasket z nogami jak z ołowiu. To także element zaufania: jeśli wiesz, że szkoleniowiec nie zarzuci cię niepotrzebnym kilometrażem, łatwiej oddasz mu wszystko w trakcie tych 120 minut pracy.
Na plus działa też fakt, że w drużynie powoli krystalizuje się hierarchia. Liderzy – zarówno ci od zdobywania punktów, jak i ci od czarnej roboty w defensywie – wiedzą, jakie mają role. Nie ma już dyskusji o tym, kto jest rozgrywającym „numer jeden” czy kto ma podejmować decyzje w kluczowych momentach. To, co kiedyś bywało źródłem chaosu, teraz zaczyna być spójnym systemem.
Znaki zapytania przed turniejem
Oczywiście, nie brakuje wyzwań. Polska wciąż miewa przestoje w ataku – pięć, sześć akcji bez punktu w meczu z lepszym rywalem może być zabójcze. Problemem jest także głębia składu – kilku graczy, którzy mogliby być wartościowymi zmiennikami, zmaga się z drobnymi urazami lub nierówną formą. W turnieju, w którym gra się niemal co drugi dzień, rotacja może okazać się kluczem do przetrwania.
Mimo to trudno oprzeć się wrażeniu, że Milicić ma plan i że ten plan jest wdrażany krok po kroku. EuroBasket to zawsze festiwal niespodzianek – jedna wygrana z faworytem potrafi wywrócić tabelę i otworzyć drzwi do półfinału. Polska w 2022 roku już pokazała, że potrafi tańczyć na salonach europejskiej koszykówki. Teraz pytanie brzmi: czy Milicić zdoła sprawić, że ten taniec będzie nie tylko efektowny, ale i zakończy się medalem?
Bo w końcu, w sporcie nie chodzi tylko o to, żeby grać dobrze. Chodzi o to, żeby grać dobrze wtedy, kiedy liczy się to najbardziej. A tego – jeśli wierzyć dotychczasowym sygnałom – Igor Milicić zamierza swoją drużynę nauczyć.

