Kolumbijski pomocnik, obecnie występujący w Juniorze, z perspektywy czasu ocenił swój nieudany pobyt w portugalskim klubie. Benfica zapłaciła za niego 2,2 miliona euro w 2016 roku, jednak zawodnik rozegrał zaledwie 7 meczów przed wypożyczeniem.

W skrócie:
- Celis po czterech miesiącach w Benfice poszedł z pretensjami do trenera, dlaczego nie gra
- Kolumbijczyk przyszedł na spotkanie z kolegami z drużyny w klapkach, co spotkało się z naganą kapitana
- Piłkarz przyznaje, że jego ego i duma doprowadziły do podejmowania pochopnych decyzji
„Poszedłem do trenera jak kompletny żółtodziób”
Prawie 10 lat po swoim pierwszym zagranicznym transferze, Guillermo Celis patrzy na ten okres z żalem. Obecnie grający w Juniorze zawodnik ubolewa, że w 2016 roku nie miał przy sobie mentora, który mógłby go powstrzymać przed popełnianiem błędów wynikających z nadmiernego „ego” i „dumy”.
„Pojechałem tam kompletnie nieprzygotowany. Czasami nikt cię nie przygotowuje na takie rzeczy” – wyznał Celis w programie „El Bordillo”.
W 2016 roku Kolumbijczyk przeżywał najlepszy okres w karierze – występował w reprezentacji podczas Copa América i był uważany za jednego z najbardziej obiecujących pomocników w kraju. Jednak nie zdawał sobie sprawy, że gra w klubie takim jak Benfica wiąże się z pewnymi warunkami, które zrozumiał dopiero z czasem.
Rui Vitória sprowadził Celisa na ziemię
Guillermo opowiedział w „El Bordillo”, jak trener Benfiki elegancko uświadomił mu, że musi być cierpliwy. Chociaż sam piłkarz nie postrzegał tego w ten sposób i po zaledwie czterech miesiącach uważał, że zasługuje na inne traktowanie.
„Pamiętam, że po czterech miesiącach pobytu tam popełniłem nierozsądność – wszedłem do biura trenera i powiedziałem: 'Dlaczego pan mnie nie wystawia? Po co mnie w takim razie zakontraktowaliście?’ A on elegancko mnie osadził. Powiedział: 'Proszę posłuchać, jest pan rezerwowym rezerwowych. Rezerwowego dla podstawowych graczy kupiliśmy za 15 milionów euro, on czeka w kolejce rok i nigdy nie przyszedł zapytać, dlaczego nie jest w pierwszym składzie’. No i co miał powiedzieć chłopak z Kolumbii… To był dla mnie ogromny przeskok” – przyznał Celis.
Brak wsparcia i przygotowania do europejskiej piłki
W tej samej rozmowie piłkarz dodał, że po tym, jak Vitória uświadomił mu jego błąd, zrozumiał, że potrzebował lepszego przygotowania do wyjazdu do Europy w tak młodym wieku oraz kogoś, kto pomógłby mu podejmować trafniejsze decyzje.
„Popełnia się takie nierozsądności, gdy nie ma nikogo, kto by ci powiedział: 'Poczekaj chwilę, co zamierzasz zrobić? Właśnie podpisałeś pięcioletni kontrakt, a po czterech miesiącach mówisz, że odchodzisz, bo nie grasz?’. Oczywiście, grałem – w Pucharze byłem w pierwszym składzie, a w lidze dostawałem 10-15 minut. Ale wchodzi też ego, duma, że przyjeżdżałem z reprezentacji i naprawdę zaczynasz wierzyć w swoją historię, co prowadzi do podejmowania pochopnych decyzji” – wyznał.
Celis rozegrał tylko 7 meczów w barwach Benfiki, zanim został wypożyczony do Vitoria Guimaraes. Zaledwie 2 z nich rozpoczął w wyjściowym składzie (w Pucharze i Superpucharze Portugalii), spędzając łącznie na boisku tylko 211 minut.
Innym faux pas, które popełnił zawodnik, było jego niestosowne zachowanie w klubie. Przyznał, że przyszedł w klapkach przywitać się z kolegami z drużyny, co spotkało się z natychmiastową reakcją Luizao, ówczesnego kapitana klubu, który uświadomił mu, że znajduje się w największym klubie Portugalii i musi zachowywać się odpowiednio – od prezencji osobistej po rodzaj samochodu, którym jeździ.
Na koniec Celis zostawił refleksję: „Dziś kolumbijski piłkarz jest przygotowany inaczej, ale to właśnie te szczegóły, które później kosztują. Nie zabierają cię tam, żeby uczyć cię grać, zabierają cię jako wzmocnienie, bo jesteś gotowy, ale w tych aspektach życiowych musisz sobie radzić sam, bracie”.

