Tour de France znów pokazało swoje bezlitosne oblicze. Podczas poniedziałkowego etapu doszło do serii dramatycznych upadków, które całkowicie przyćmiły zwycięstwo Tima Merliera w Dünkirchen. Największą ofiarą był belgijski sprinter Jasper Philipsen, który z krwawiącymi ranami musiał zostać odwieziony do szpitala.

W skrócie:
- Tim Merlier wygrał etap, ale radość z sukcesu przyćmił poważny upadek kolegi z reprezentacji
- Jasper Philipsen, jeden z najszybszych kolarzy peletonu, doznał poważnych obrażeń i musiał wycofać się z wyścigu
- Mathieu van der Poel utrzymał żółtą koszulkę lidera mimo chaotycznego finału
Krwawa droga do Dünkirchen
Co miało być rutynowym dniem dla sprinterów, zamieniło się w istny koszmar. Na około 60 kilometrów przed metą, podczas pierwszego sprintu pośredniego w miejscowości Isbergues, doszło do pierwszego poważnego kraksy. Francuski kolarz Bryan Coquard stracił kontrolę nad rowerem i pociągnął za sobą Jasper Philipsena. Belg, który jeszcze w sobotę świętował zwycięstwo etapowe i przywdzianie zielonej koszulki, z impetem uderzył o asfalt, doznając rozległych obrażeń pleców.
„To koniec marzeń dla zespołu Alpecin” – takie głosy rozchodziły się wśród komentatorów wyścigu. Euforię po fenomenalnym początku Tour de France (Philipsen wygrał pierwszy etap i zdobył żółtą koszulkę, którą następnie przejął jego kolega van der Poel) zastąpił smutek i rozczarowanie.
Niemiecki sprinter Phil Bauhaus zajął trzecie miejsce, finiszując za zwycięzcą Merlierem i Włochem Jonathanem Milanem. „Zabrakło mi trochę mocy na końcu, ale trzecie miejsce jest dobre” – skomentował 30-latek, który w zeszłym roku był już drugi na jednym z etapów.
Kolejne ofiary asfaltu
Pech nie opuszczał peletonu do samego końca. W finałowych kilometrach doszło do kolejnej kraksy, w której uczestniczył między innymi belgijski mistrz olimpijski Remco Evenepoel. Choć wydaje się, że ubiegłoroczny trzeci zawodnik „Wielkiej Pętli” wyszedł z opresji bez poważniejszych obrażeń, to jego rodak Jordi Meeuw z zespołu Red Bull miał mniej szczęścia i również musiał otrzymać pomoc medyczną.
Jutrzejszy etap prowadzący do historycznego miasta Rouen powinien idealnie pasować do charakterystyki lidera wyścigu. 174,2-kilometrowa trasa z pięcioma górskimi premiami na ostatnich 50 kilometrach będzie prawdziwym sprawdzianem dla klasyczkowców, takich jak Mathieu van der Poel. Szczególnie niebezpieczny może okazać się podjazd Saint-Hillaire tuż przed metą, gdzie nachylenie sięga nawet 16 procent.
Czy obrońca tytułu Tadej Pogacar zdecyduje się zaatakować przed środową czasówką w Caen? To pytanie, które nurtuje wszystkich kibiców kolarstwa. Jedno jest pewne – Tour de France 2025 już pokazało swoje bezlitosne oblicze, a jesteśmy dopiero na początku trwającej trzy tygodnie rywalizacji.
Felix Gall, najlepszy austriacki kolarz, ukończył etap na 116. pozycji i plasuje się na 20. miejscu w klasyfikacji generalnej.
