Florian Wirtz w końcu przełamał klątwę! Niemiecki pomocnik czekał na swoją pierwszą bramkę dla Liverpoolu aż 23 mecze, ale sobotnie spotkanie z Wolves na Anfield przyniosło upragnione trafienie. Co więcej, jego gol okazał się zwycięskim, a całościowy występ Niemca pokazał, dlaczego The Reds zdecydowali się na jego sprowadzenie. Statystyki? Absolutnie imponujące.

W skrócie:
- Wirtz strzelił swojego pierwszego gola dla Liverpoolu w 23. meczu, zapewniając zwycięstwo 2:1 nad Wolves
- Niemiec zanotował fenomenalne statystyki: 7 udanych dryblingów, 11 wygranych pojedynków i 104 kontakty z piłką
- Dwa gole w 89 sekund (Ekitike i Wirtz) dały Liverpoolowi kontrolę nad meczem tuż przed przerwą
Długie oczekiwanie dobiegło końca
Dwadzieścia trzy mecze. Tyle właśnie musiał czekać Florian Wirtz na swoje pierwsze trafienie w barwach Liverpoolu. Dla zawodnika jego klasy to wieczność, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę, że w Bayerze Leverkusen był jedną z najjaśniejszych gwiazd Bundesligi. Sobotnie popołudnie na Anfield przyniosło jednak upragnione rozwiązanie. Niemiec nie tylko przełamał się bramkowo, ale jego gol okazał się tym decydującym w starciu z Wolves.
Przez większą część pierwszej połowy Liverpool dominował posiadaniem piłki, ale nie potrafił przełożyć tego na wynik. Wolves prezentowali dokładnie taki sam uparty styl defensywny, który niemal sfrustrował Arsenal wcześniej w tym miesiącu. Jednak dwa trafienia w ciągu zaledwie 89 sekund, najpierw Hugo Ekitike, a potem właśnie Wirtz, dały drużynie Arne Slota pozornie pełną kontrolę tuż przed przerwą.
Statystyki, które mówią wszystko
Liczby nie kłamią, a te zebrane przez Wirtza przeciwko Wolves robią wrażenie nawet na najbardziej wymagających obserwatorach. Siedem udanych dryblingów to pokaz techniki i pewności siebie, jakiej brakowało mu w poprzednich tygodniach. Jedenaście wygranych pojedynków pokazuje, że 21-latek nie boi się fizycznej gry w Premier League, co było jednym z głównych znaków zapytania przy jego transferze.
Sto cztery kontakty z piłką i 71 podań świadczą o tym, że Wirtz był absolutnie kluczową postacią w rozegraniu The Reds. Trzy kluczowe podania mogły przełożyć się na jeszcze więcej bramek, gdyby partnerzy lepiej wykorzystali sytuacje. Co ciekawe, Niemiec nie zapomniał też o obowiązkach defensywnych, notując cztery interwencje obronne, jedno przechwyt i dwa odbiory. Stuprocentowa skuteczność w pojedynkach obronnych to wisienka na torcie tego występu.
Zwycięstwo, które kosztowało sporo nerwów
Liverpool ostatecznie wygrał 2:1, ale mecz nie był tak jednostronny, jak mogłoby się wydawać po statystykach posiadania piłki. Wolves zdołali odpowiedzieć jednym trafieniem i sprawili, że końcówka spotkania była znacznie bardziej nerwowa, niż życzyliby sobie tego kibice gospodarzy. Dla Arne Slota to kolejne zwycięstwo, ale też sygnał, że jego drużyna wciąż ma problemy z utrzymaniem koncentracji przez pełne 90 minut.
Dla Wirtza ten mecz może być punktem zwrotnym w jego przygodzie z Liverpoolem. Pierwszy gol często działa jak uwolnienie psychiczne, szczególnie po tak długim oczekiwaniu. Niemiec pokazał w sobotę, że potrafi być wszechstronnym pomocnikiem, łączącym kreatywność w ofensywie z solidną pracą w defensywie. Jego wszechstronność była widoczna w każdym aspekcie gry, od dwóch długich podań po aktywność w pressingu.
The Reds mogą odetchnąć z ulgą, że ich letnie wzmocnienie w końcu otworzyło swoje bramkowe konto. Wirtz udowodnił, że statystyki potrafią opowiadać pełną historię meczu, a jego 104 kontakty z piłką w pojedynczym spotkaniu to liczba, którą osiągają tylko naprawdę wybitni zawodnicy w najlepszych dniach.
