Max Verstappen nie gryzie się w język. Holender wprost stwierdził, że McLaren mógł zapłacić wysoką cenę za brak jasnego podziału na kierowcę numer jeden i dwa w sezonie 2025. Choć Lando Norris ostatecznie zdobył tytuł, droga do mistrzostwa była znacznie bardziej wyboista, niż powinna być przy tak dominującym bolidzie.

W skrócie:
- Verstappen uważa, że McLaren stracił punkty przez brak wyraźnej hierarchii w zespole
- Norris wygrał mistrzostwo zaledwie dwoma punktami przewagi nad Holendrem
- Nowy partner Verstappena, Isack Hadjar, przyznaje, że rywalizacja z nim będzie prawie niemożliwa
Strategia McLarena pod lupą mistrza świata
Max Verstappen nie zostawił suchej nitki na strategii McLarena w sezonie 2025. Brytyjska ekipa dysponowała najszybszym bolidem na torze, a mimo to musiała drżeć o tytuł do ostatniego okrążenia ostatniego wyścigu. Różnica dwóch punktów między Norrisem a Verstappenem mówi sama za siebie, szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę przewagę techniczną pomarańczowych.
Gdybym był szefem zespołu, zawsze wyznaczałbym jasną jedynkę i dwójkę. Kiedy jedziesz sam, możesz atakować i być dużo bardziej agresywny. Zawsze to preferuję, powiedział Verstappen w rozmowie z Viaplay. Słowa czterokrotnego mistrza świata brzmią jak wyrok dla filozofii równego traktowania kierowców, którą McLaren tak dumnie prezentował przez cały sezon.
Oscar Piastri przez większość kampanii prowadził w klasyfikacji generalnej, ale słabsza końcówka sezonu kosztowała go szansę na tytuł. Australijczyk stał się mimowolnym dowodem na to, że polityka równości w zespole może być obusiecznym mieczem. Zamiast jednego pewnego pretendenta do korony, McLaren miał dwóch kierowców odbierających sobie nawzajem punkty.
Red Bull kontra McLaren, czyli samotny wilk przeciwko sfory
Ponieważ McLaren miał dwóch kierowców walczących o tytuł, oddali pewne możliwości przez swoją strategię. Oczywiście my też na tym skorzystaliśmy. McLaren bywał zbyt zachowawczy, ocenił Verstappen. Holender doskonale wie, o czym mówi. Sam przez cały sezon walczył praktycznie w pojedynkę, bo Yuki Tsunoda w większości wyścigów znajdował się na szarym końcu stawki.
Paradoksalnie, brak wsparcia ze strony partnera zespołowego mógł okazać się atutem Verstappena. Nie musiał się oglądać na nikogo, każda decyzja strategiczna była podporządkowana wyłącznie jego walce o punkty. McLaren tymczasem lawirował między interesami dwóch kierowców, co w kluczowych momentach mogło kosztować cenne sekundy i pozycje.
Verstappen przyznał jednak, że kierowca numer dwa ma swoje znaczenie. Dwójka i tak musi zdobyć dość punktów do klasyfikacji konstruktorów, zauważył Holender, który niemal w pojedynkę zapewnił Red Bullowi trzecie miejsce w tabeli. To pokazuje, jak wielką wartość może mieć solidny partner zespołowy, nawet jeśli nie walczy o indywidualne trofeum.
Hadjar w cieniu giganta
W sezonie 2026 przed trudnym wyzwaniem partnerowania Maxowi Verstappenowi stanie Isack Hadjar. Francuz otrzymał awans do głównego zespołu po udanej kampanii w Visa Cash App RB, ale zdaje sobie sprawę z ogromu zadania, które przed nim stoi.
Oczywiście chcę być tak szybki jak Max. Ale niebezpiecznie jest myśleć, że przyjdę do Red Bulla i od razu będę jeździł na jego poziomie. Prawdopodobieństwo, że będę w stanie z nim rywalizować, jest minimalne, powiedział Hadjar w rozmowie z włoskim Formula Passion. Taka szczerość robi wrażenie w świecie, gdzie młodzi kierowcy często prześcigają się w deklaracjach o pokonaniu każdego rywala.
Verstappen zareagował na słowa swojego przyszłego partnera w charakterystyczny dla siebie sposób. Nigdy nie dam ci rady dotyczącej ustawień auta, ale w zarządzaniu tym, czego doświadczyłem, pomogę ci, bo cię lubię, powiedział czterokrotny mistrz świata. To ciekawa deklaracja, która pokazuje, gdzie Holender wyznacza granice współpracy. Wsparcie psychologiczne tak, ale tajniki techniczne pozostają wyłącznie dla niego.
Sezon 2025 udowodnił, że nawet najszybszy bolid nie gwarantuje komfortowego zdobycia tytułu, jeśli strategia zespołowa kuleje. McLaren wygrał, ale w stylu, który pozostawia wiele pytań. Verstappen natomiast pokazał, że czasem samotny wilk może zagrozić całej sfory, nawet jeśli ta dysponuje lepszym sprzętem. Pytanie brzmi, czy Red Bull wyciągnie wnioski i zapewni Holenderowi w końcu godnego partnera, czy może filozofia jednego lidera pozostanie ich receptą na sukces.
