Jobe Bellingham, młodszy brat gwiazdy Realu Madryt Jude’a, przeżywa prawdziwy koszmar w Borussii Dortmund. Po czerwonej kartce w meczu z Freiburgiem 20-latek został zawieszony na dwa spotkania, co jeszcze bardziej komplikuje jego i tak już trudny start w Bundeslidze. Anglik, który latem przeniósł się z Sunderland, miał być jednym z filarów drużyny, ale rzeczywistość okazała się brutalna.

W skrócie:
- Jobe Bellingham otrzymał dwumeczową dyskwalifikację po czerwonej kartce w starciu z Freiburgiem
- 20-latek zobaczył czerwony kartonik w 53. minucie za faul na Philippie Treu, pozbawiając rywala oczywistej szansy na gola
- Bramkarz Gregor Kobel wziął winę na siebie, przyznając, że to jego słabe podanie sprowokowało błąd młodego pomocnika
Koszmarne popołudnie w Freiburgu
Niedzielny mecz na Europa-Park Stadion miał być dla Bellinghama szansą na odbudowę pozycji w zespole. Był to dopiero jego piąty ligowy start w tym sezonie, co samo w sobie mówi wiele o tym, jak potoczyła się jego przygoda w Niemczech. Młody Anglik, który jeszcze kilka miesięcy temu błyszczał w barwach Sunderland i pomagał drużynie w awansie, teraz walczy o minuty na boisku.
Wszystko zaczęło się dobrze. Dortmund objął prowadzenie w 30. minucie po trafieniu Ramy’ego Bensebaini i kontrolował przebieg spotkania. BVB dominowało, nie pozwalało rywalowi na wiele, a gra wyglądała solidnie. Jednak w 53. minucie przyszedł moment, który zmienił wszystko. Gregor Kobel zagrał niedokładne podanie, które postawiło Bellinghama w ekstremalnie trudnej sytuacji. Młody pomocnik, próbując ratować sytuację, sfaulował Philippa Treu, który miał przed sobą otwartą drogę do bramki. Sędzia nie miał wątpliwości, wyciągnął czerwoną kartkę, a Bellingham musiał opuścić boisko ze spuszczoną głową.
Freiburg wykorzystało przewagę liczebną i w 75. minucie Lucas Holer doprowadził do wyrównania. Dortmund grający przez ponad 35 minut w dziesiątkę musiał zadowolić się remisem 1:1, tracąc cenne punkty w walce o czołowe lokaty w tabeli.
Bramkarz bierze winę na siebie, trener uspokaja
Po meczu Gregor Kobel nie ukrywał, że to on ponosi odpowiedzialność za sytuację, która doprowadziła do czerwonej kartki. Szwajcarski golkiper w rozmowie z DAZN powiedział: „Gdyby nie czerwona kartka, mecz wyglądałby inaczej. Do tego momentu niewiele pozwalaliśmy, mieliśmy grę pod kontrolą i byliśmy bardzo dominujący. To z pewnością było nieporozumienie. Początkowo miałem wrażenie, że ma dużo miejsca. Ostatecznie muszę zagrać lepsze podanie, żeby nie musiał popełniać tego faulu. Biorę to na siebie. Po tym byliśmy pod ogromną presją.”
Menedżer Niko Kovac podszedł do sprawy bardziej wyważenie, nie chcąc obwiniać żadnego konkretnego zawodnika. „Graliśmy kompletną połowę z dziesięcioma zawodnikami. Trzeba pogodzić się z remisem 1:1 we Freiburgu, to dobra drużyna. Oczywiście jesteśmy niezadowoleni z wyniku. Ale jeśli spojrzeć na to, jak do tego doszło, muszę i mogę z tym żyć. Utrudniliśmy sobie życie tą akcją. To jest piłka nożna: kto podejmuje decyzje, ten też popełnia błędy. Ten kosztował nas mecz. Kontrolowaliśmy go w pierwszej połowie, byliśmy bardzo poważni, nie pozwoliliśmy na nic wielkiego” – stwierdził szkoleniowiec.
Dwa mecze przerwy, czas na refleksję
Niemiecki Związek Piłki Nożnej (DFB) nie miał litości i nałożył na Bellinghama dwumeczową karę. Oficjalny komunikat Borussii Dortmund brzmiał: „Sąd sportowy DFB ustalił zawieszenie dla Jobe’a Bellinghama. Po czerwonej kartce w meczu przeciwko SC Freiburg pomocnik nie będzie dostępny dla BVB w dwóch kolejnych meczach Bundesligi.”
Oznacza to, że 20-latek opuści piątkowe starcie z Borussią Monchengladbach oraz spotkanie z Eintrachtem Frankfurt zaplanowane na 9 stycznia. Dla zawodnika, który i tak ma problemy z regularną grą, to kolejny cios. Bellingham dołączył do Dortmundu latem po udanym sezonie w Sunderland, gdzie był jedną z kluczowych postaci w kampanii play-offowej Black Cats. Jego występy przyciągnęły uwagę kilku klubów Premier League, ale to BVB wygrało wyścig po podpis młodego talentu.
Na początku sezonu Bellingham był pierwszym wyborem trenera Niko Kovaca, ale seria przeciętnych występów sprawiła, że został odsunięty na dalszy plan. Teraz, gdy wreszcie dostał szansę od pierwszej minuty, jego występ zakończył się katastrofą. Dla Dortmundu, który pokazuje przebłyski świetnej gry, ale wciąż popełnia indywidualne błędy, to kolejny sygnał ostrzegawczy. Z zimową przerwą tuż za rogiem, margines błędu staje się coraz mniejszy, a drużyna Kovaca musi znaleźć sposób na większą konsekwencję.
Młodszy Bellingham ma teraz dwa tygodnie na przemyślenia i przygotowanie się do powrotu. Pytanie brzmi: czy wykorzysta ten czas, by wrócić silniejszy, czy może jego niemiecka przygoda będzie jednym wielkim rozczarowaniem?
