Barcelona znów pokazała, że prawdziwa siła drzemie na ławce rezerwowych. W derbach Katalonii z Espanyolem to właśnie zmiennicy, Dani Olmo i Robert Lewandowski, rozstrzygnęli losy spotkania w końcówce meczu, dając Dumie Katalonii cenne zwycięstwo 2:0. Joan Garcia, były bramkarz Espanyolu, wrócił na swój dawny stadion jak bumerang, ratując zespół Hansiego Flicka w kluczowych momentach. Tymczasem Marcus Rashford przeżył wieczór, który chciałby jak najszybciej wymazać z pamięci.

W skrócie:
- Dani Olmo i Robert Lewandowski weszli z ławki i zdobyli bramki w końcówce meczu, zapewniając Barcelonie zwycięstwo 2:0 nad Espanyolem
- Joan Garcia, były golkiper Espanyolu, zanotował dwa światowej klasy obronione strzały, pomagając Barcelonie utrzymać czyste konto
- Marcus Rashford zaliczył fatalny występ, będąc zmienionym już w przerwie przez Hansiego Flicka
Zmiennicy bohaterami, Rashford zerem
Barcelona powiększyła przewagę na szczycie tabeli La Liga do siedmiu punktów, ale droga do tego sukcesu była wyboista. Mecz na RCDE Stadium rozpoczął się w szalonym tempie, a to gospodarze mieli pierwszą poważną okazję. Roberto Fernandez przełamał wysoką linię obrony Barcy, lecz jego strzał był zbyt blisko Garcii, który wybił piłkę. W komicznych scenach bramkarz następnie zepchnął Gerarda Martina na ziemię, by zablokować strzał nadbiegającego Pere Milli.
Pierwsza połowa należała jednak do Joan Garcii. Były golkiper Espanyolu, witany gwizdami przez kibiców swojego dawnego klubu, odpowiedział w najlepszy możliwy sposób. Jego paradą meczu była niewiarygodna interwencja przy główce Fernandeza, która zdawała się lecieć prosto do okienka. Garcia w jakiś cudowny sposób przeniósł piłkę nad poprzeczką, pokazując klasę światową.
Marcus Rashford natomiast przeżywał wieczór koszmaru. Anglik wyglądał, jakby grał w zupełnie innym tempie niż reszta zawodników. Jego pierwsze przyjęcia zawodziły, podania nie trafiały do adresatów, a ogólna dyspozycja była tak słaba, że Hansi Flick nie miał wątpliwości, wymieniając go już w przerwie. To była wymowna decyzja, która mówiła wszystko o występie reprezentanta Anglii.
Flick sięga po atuty z ławki
Niemiecki szkoleniowiec dokonał szeregu zmian, które okazały się strzałem w dziesiątkę. Na boisko weszli Robert Lewandowski, Dani Olmo i Fermin Lopez, i wszyscy trzej odegrali kluczową rolę w zapewnieniu trzech punktów. Lopez asystował przy bramce Olmo, który w 86. minucie popisał się przepięknym uderzeniem w górny róg bramki. Piłka zatańczyła w powietrzu, zanim wylądowała w siatce, pozostawiając Dmitrovicia bez szans.
Chwilę później Lewandowski przypieczętował zwycięstwo eleganckim wykończeniem, które rozszerzyło przewagę Barcelony na szczycie tabeli. Polski napastnik pokazał, że nawet z ławki rezerwowych potrafi być decydującym czynnikiem. To była lekcja futbolu od Flicka, który doskonale wiedział, kiedy i kogo wprowadzić, by zmienić bieg wydarzeń.
W defensywie Barcelona również zasługiwała na pochwały. Pau Cubarsi zagrał imponujący mecz, rzucając się w każdą interwencję i praktycznie nie popełniając błędów przez cały wieczór. Jules Kounde pokrywał ogromne połacie boiska, będąc spokojną obecnością z tyłu, choć sam miał dobrą okazję do zdobycia bramki, lecz jego główka została obroniona przez Dmitrovicia. Alejandro Balde i Gerard Martin mieli pełne ręce roboty, mierząc się z dynamicznymi atakami Espanyolu, ale poradzili sobie z zadaniem.
Eric Garcia zmarnował znakomitą okazję, gdy jego strzał z kilku metrów został niesamowicie zablokowany przez Dmitrovicia. Frenkie De Jong również miał swoją szansę, ale jego pierwsze przyjęcie zawiodło, a próba strzału piętą została zablokowana. Środek pola był zatłoczony, a Barcelona miała trudności z wypracowaniem sobie przestrzeni, co tylko podkreśla wartość późniejszych zmian Flicka.
Barcelona udowodniła, że głębia kadry to jej największa siła w tym sezonie. Siedem punktów przewagi to komfortowa poduszka, a forma takich zawodników jak Olmo i Lewandowski, nawet wchodzących z ławki, daje ogromne pole manewru. Espanyol walczył dzielnie, ale klasa Barcy w końcówce okazała się decydująca. Garcia wrócił na swój dawny stadion i udowodnił, dlaczego Barcelona go sprowadziła, a Rashford otrzymał bolesną lekcję, że w takim tempie i na takim poziomie nie ma miejsca na słabsze dni.
