Novak Djokovic wchodzi w ostatni etap swojej wielkiej kariery, ale nie przestaje zaskakiwać. Przed startem w tegorocznym US Open Serb zasugerował możliwość nawiązania współpracy z jedną z legend kobiecego tenisa – Monicą Seles.

Koniec z pełnoetatowym trenerem
Djokovic od kilku miesięcy nie ma stałego szkoleniowca. Wiosną zakończył współpracę z Goranem Ivaniseviciem, a od tamtej pory korzystał z krótkoterminowych rozwiązań – m.in. z pomocy Andy’ego Murraya czy Dušana Vemicia podczas Wimbledonu.
Sam przyznaje, że na tym etapie kariery pełnoetatowy trener nie jest mu potrzebny.
„Szczerze mówiąc, nie szukam kogoś na stałe. Gram dwa turnieje w ciągu dwóch–trzech miesięcy, nie mogę wymagać od kogoś, żeby był ze mną 24 godziny na dobę przez cały rok. Ale chętnie zaprosiłbym kogoś dużego nazwiska na pojedyncze turnieje” – powiedział Djokovic.
Czy chodzi o Monicę Seles?
Podczas konferencji prasowej w Belgradzie Djokovic wymijająco odpowiedział na pytanie, kto mógłby znaleźć się w jego sztabie w najbliższej przyszłości. Uśmiech i sugestywne słowa sprawiły, że media nie mają wątpliwości – chodzi o Monicę Seles.
„Myślę, że wiecie, o kim mówię. Nie chcę teraz mówić za dużo, ale mieliśmy ciekawe rozmowy. To dla mnie bardziej kwestia emocjonalna niż długoterminowa współpraca. To byłoby dla mnie coś wyjątkowego” – stwierdził Serb.
Idol z dzieciństwa
Djokovic od lat nie ukrywa, że Seles była jego wielką inspiracją. W ubiegłym roku na Australian Open nazwał ją jedną ze swoich największych idolek.
„Dorastałem słuchając o Monice od mojej trenerki Jeleny Gencic, którą nazywam swoją tenisową matką. Mówiła mi o tym, jak Monica trenuje, ile śpi, jak się odżywia. Seles była dla mnie wzorem” – wspominał.
Już wtedy przyznał, że jeśli kiedykolwiek miałby współpracować z kobietą-trenerem, byłaby to właśnie Monica Seles.
Relacje Djokovicia i Seles nie ograniczają się tylko do wzajemnego podziwu. Serb zdradził, że była mistrzyni często wspierała go w trudnych momentach – kontaktowała się z nim po kontuzjach czy dyskwalifikacji na US Open.


