W czwartkowy wieczór Legia Warszawa przegrała kolejne spotkanie tym razem jednak w europejskich pucharach. Pogromcą „Wojskowych” została czeska drużyna – Sparta Praga, która po bramce Ekwadorczyka – Angelo Preciado w 41. minucie meczu wywiozła z Warszawa trzy punkty, które mogą dać Czechom znalezienie w TOP 8 zespołów, które zapewnią sobie bezpośredni awans do 1/8 finału LK.

Legia Warszawa z każdym tygodniem opada na dno
Gdyby można podsumować ten mecz Legii to można było opisać następująco: W pierwszej połowie „Legioniści” najczęściej oddawali strzały z dystansu na bramkę Sparty. Próbowali, chociażby: Peter Stojanović, Ermal Krasniqi czy pokazujący się z dobrej strony ostatnio – Wojciech Urbański. Niestety świetnie dysponowany w czwartek był jednak bramkarz Sparty Praga Duńczyk – Peter Vindahl.
Jak to się mówi w piłkarskim abecadle: Niewykorzystane akcją się mszczą i tak to się stało w przypadku Legii, bo w 41. minucie po błędnym podaniu piłki Colaka piłkę przyjął Preciado i po minięciu dwóch graczy Legii: Krasniqiego i Vinagre oraz na końcu w polu karnym Kapuadiego pokonał mocnym strzałem w lewą stronę bramki – Kacpra Tobiasza.
W drugiej połowie gra Legii, zamiast być lepsza to była jeszcze gorsza. Podsumowaniem tej połowy będzie fakt, że podopieczni Inakiego Astiza ani razu nie oddali celnego strzału na bramkę gości i to mimo że przed końcem pierwszej połowy przez kontuzję Colaka na boisku pojawił się Duńczyk – Mileta Rajović. To pokazuje dobitnie, że seria ostatnich 7 meczów bez zwycięstwa może potrwać jeszcze dalej, dopóki nie przyjdzie nowy trener w postaci być może Marka Papszuna, którego Legia chce wyciągnąć z Rakowa Częstochowa, choć jak na razie te starania idą bardzo kiepsko, ponieważ jeżeli sam warszawski klub chce Rakowowi dać bonusy za awans do fazy zasadniczej Ligi Mistrzów zamiast braku wpłaty kwoty odstępnego za 51-letniego trenera. Nietrudno dziwić, że w Częstochowie potraktowali propozycję za totalnie niepoważną.
Jak na razie sam Inaki Astiz wydaje się iść drogą Marka Gołębiewskiego z również fatalnego sezonu dla Legii – 2021/22, gdzie wtedy Gołębiewski również jako tymczasowy trener Legii na 11 poprowadzonych spotkań zanotował tylko 3 zwycięstwa, a pozostałe mecze przegrał. Natomiast Hiszpanowi minęło już 5 spotkań po 3 w PKO BP Ekstraklasie i 2 w Lidze Konferencji i jak do tej pory jego prowadzony zespół ani razu nie wygrał. Najgorsze w tym wszystkim, że Astiz miał okazję już pracować z takimi trenerami jak: Kosta Runjaić, Aleksandrem Vukoviciem czy Goncalo Feio a ostatnio z Edwardem Iordanescu i zamiast poprawić coś w grze zespołu i dokonać jakich korekt, to wydaje się, że robi dokładnie to samo co robił rumuński trener.
Bilans Marka Gołębiewskiego jako tymczasowy trener Legii Warszawa w sezonie 2021/22.

Obecny bilans Inakiego Astiza w tej samej roli tylko w trwającym sezonie 2025/26.

Oczywiście w konferencjach przedmeczowych czy pomeczowych Astiz mówił, że w poprzednich spotkaniach jego zespołowi brakowało szczęścia i skuteczności. Ten drugi aspekt nie może wcale dziwić, jeżeli w zespole masz dwóch piłkarzy, gdzie jeden nie strzelił od roku ani jednej bramki a na drugiego wydałeś 3 miliony euro i jak na razie to zmierza do tego, że te pieniądze zostały wyrzucone w błoto. A gdy popatrzymy na kadrę Legii i zobaczymy tam reprezentantów kraju jak: Kapustka, Tobiasz czy Kapuadi i zawodników znajdujących się w kręgu zainteresowań selekcjonera reprezentacji Polski – Jana Urbana jak: Kacpra Urbańskiego czy Kamila Piątkowskiego, to można się dziwić, dlaczego z taką kadrą Legia, zamiast walczyć o mistrzostwo Polski walczy teraz o to, aby w zimie nie znaleźć się w strefie spadkowej PKO BP Ekstraklasy.
Na szczęście Legia Warszawa ma jeszcze znalezienie się w 1/16 finału LK, ponieważ dwa ostatnie spotkania w grudniu zmierzy się teoretycznie ze słabszymi klubami. Dokładnie 11 grudnia na wyjeździe z armeńskim – Noah i tydzień później z pogromcą Lecha Poznań w Gibraltarze – Lincolnem Red Imps. Jeżeli tutaj „Legioniści” nie zdobędą dwóch zwycięstw, to już dla stołecznej drużyny można powiedzieć, że szansa na grę w europejskich pucharach na wiosnę będą żadne.

Źródła: transfermarkt.pl, flashscore.pl
