Lewis Hamilton, siedmiokrotny mistrz świata Formuły 1, wciąż czeka na swoje pierwsze podium w barwach Ferrari. Po 14 z 24 wyścigów sezonu 2025, Brytyjczyk niebezpiecznie zbliża się do ustanowienia niechlubnego rekordu włoskiego zespołu. Sytuacja ta jest szczególnie frustrująca dla kierowcy, który przyszedł do Scuderii z wielkimi nadziejami na kontynuację swojej imponującej kariery.

W skrócie:
- Hamilton po 14 wyścigach bez podium ustanowił drugi najgorszy start w historii Ferrari
- Niechlubny rekord należy do Didiera Pironiego, który na swoje pierwsze podium w Ferrari czekał aż 18 wyścigów w latach 80.
- Po rozczarowującym Grand Prix Węgier, Hamilton skrytykował sam siebie, sugerując nawet, że Ferrari powinno rozważyć zmianę drugiego kierowcy
Czarna seria Lewisa w czerwonym bolidzie
Sytuacja Lewisa Hamiltona w Ferrari staje się coraz bardziej niewygodna. Czternaście wyścigów bez podium to drugi najgorszy start kierowcy w historii zespołu z Maranello. Jedynie Didier Pironi zanotował gorszy debiut w czerwonych barwach, osiągając swój pierwszy sukces dopiero w 18. wyścigu dla włoskiej ekipy na początku lat 80. Oznacza to, że Hamilton może pobić ten nieszczęsny rekord zespołu już podczas Grand Prix Singapuru na początku października.
Kontrast między wynikami Brytyjczyka a jego kolegi zespołowego jest uderzający. Charles Leclerc regularnie finiszuje na wyższych pozycjach w identycznym bolidzie, co tylko podsyca spekulacje na temat tego, czy Hamilton zdołał się w pełni zaadaptować do charakterystyki samochodu Ferrari.
Samokrytyka mistrza – czy to początek końca legendy?
Po kolejnym rozczarowującym występie podczas Grand Prix Węgier, Hamilton zdobył się na brutalną samokrytykę. W dość zaskakującym komentarzu siedmiokrotny mistrz świata stwierdził, że Ferrari powinno rozważyć zmianę drugiego kierowcy, biorąc pod uwagę, że jego kolega zespołowy osiąga znacznie lepsze wyniki w tym samym samochodzie.
Takie słowa z ust legendy sportu brzmią alarmująco i każą zadać pytanie: czy Hamilton traci wiarę w swoje możliwości? A może jest to jedynie chwilowy kryzys, przez który przechodzi mistrz? Wiele wskazuje na to, że najbliższe wyścigi mogą być kluczowe dla przyszłości Brytyjczyka w zespole z Maranello.
Należy pamiętać, że Hamilton przybył do Ferrari jako prawdziwa gwiazda, z nadzieją na walkę o ósmy tytuł mistrzowski, który uczyniłby go samodzielnym rekordzistą w historii F1. Jak na razie rzeczywistość brutalnie weryfikuje te marzenia. Wyścig za wyścigiem Brytyjczyk pozostaje w cieniu nie tylko swojego kolegi zespołowego, ale także czołówki stawki.
Fani Hamiltona z pewnością liczą, że uda mu się przerwać tę niechlubną passę zanim wpisze się na zawsze w historię Ferrari w sposób, którego żaden kierowca by sobie nie życzył.

