Helmut Marko to postać, której nie sposób przeoczyć w padoku Formuły 1, choć wielu kibiców może nie zdawać sobie sprawy z jego kluczowej roli w imperium Red Bulla. Austriak z charakterystyczną przepaską na oku od lat pełni funkcję doradcy zespołu, ale w rzeczywistości jego wpływy sięgają znacznie głębiej. To właśnie on stoi za największymi sukcesami „Czerwonych Byków” i ma decydujący głos w najważniejszych kwestiach dotyczących zespołu.

W skrócie:
- Helmut Marko to były kierowca F1, którego kariera zakończyła się tragicznie po utracie wzroku w lewym oku
- Jest głównym doradcą Red Bull Racing i „szarą eminencją” stojącą za kulisami sukcesów zespołu
- Dzięki jego niezwykłemu talentowi do wyłapywania młodych gwiazd, ekipa z Milton Keynes mogła liczyć na takich kierowców jak Sebastian Vettel czy Max Verstappen
Od kierowcy do kingmakera – niezwykła droga Helmuta Marko
Urodził się 27 kwietnia 1943 roku w austriackim Grazu, gdzie uczęszczał do szkoły z Jochenem Rindtem – przyszłym mistrzem świata F1. Podczas gdy jego przyjaciel robił karierę w królowej motorsportu, Marko studiował prawo i zdobył doktorat w 1967 roku. Nie oznaczało to jednak, że zrezygnował z marzeń o ściganiu. Swoje powołanie odnalazł początkowo w wyścigach długodystansowych.
Największy sukces przyszedł w 1971 roku, kiedy triumfował w legendarnym 24-godzinnym wyścigu Le Mans, ustanawiając rekord przejechanego dystansu (5 355,313 km), który przetrwał aż do 2010 roku! Ten wyczyn otworzył mu drzwi do Formuły 1, gdzie zadebiutował z ekipą Ecurie Bonnier, a następnie przeniósł się do BRM.
Jego przygoda z F1 trwała jednak zaledwie kilkanaście wyścigów. Podczas Grand Prix Francji w 1972 roku doszło do dramatycznego wypadku. Tor Charade, położony na zboczu wygasłego wulkanu, był znany z luźnych kamieni na nawierzchni. Jeden z nich, wystrzelony spod bolidu Emersona Fittipaldiego, przebił wizjer kasku Marko, trafiając go w lewe oko. Austriak stracił w nim wzrok i musiał zakończyć karierę. To była ostatnia kropla – po tym wypadku F1 nigdy więcej nie ścigała się na tym torze.
Oko sokoła w świecie F1
Utrata wzroku w jednym oku nie przeszkodziła Marko w rozwijaniu „sokolego spojrzenia” na talenty w świecie wyścigów. Mając doktorat z prawa, mógł zająć się czymś innym – postawił na wyszukiwanie młodych talentów i prowadzenie ich karier. Był menedżerem Karla Wendlingera, ale prawdziwym sukcesem okazało się wypromowanie Gerharda Bergera, który w latach 1984-1997 wygrał 10 wyścigów F1.
„Talent? To nie wystarczy. To muszą być desperaci. Muszą desperacko tego chcieć” – powiedział kiedyś zapytany o cechy, których poszukuje u młodych zawodników. I trudno się z nim nie zgodzić, patrząc na listę „odkryć” Marko. W 1999 roku został szefem programu juniorskiego Red Bulla i od tamtej pory wypatrzył takich kierowców jak Sebastian Vettel, Max Verstappen, Daniel Ricciardo czy Carlos Sainz.
Ale nie tylko oko do talentów czyni Marko wyjątkowym. Austriak od lat jest jednym z najbliższych współpracowników Dietricha Mateschitza, współzałożyciela firmy Red Bull. Choć oficjalnie pełni „jedynie” rolę doradcy, w rzeczywistości ma wpływ na wszystkie najważniejsze decyzje, będąc szarą eminencją „Czerwonych Byków”.
Od przyczepy do mistrzowskiego teamu – niezwykła historia przyjaźni
Mało kto wie, że za sukcesem Red Bull Racing stoi… przyczepa. To właśnie dzięki niej Christian Horner poznał Helmuta Marko. Kiedy Brytyjczyk postanowił założyć własny zespół wyścigowy, potrzebował przyczepy transportowej. Dowiedział się, że w Austrii ktoś sprzedaje odpowiedni sprzęt – tym kimś był właśnie Marko.
Horner zapłacił z góry, a Austriak obiecał dostarczyć przyczepę w ciągu tygodnia. Ojciec Christiana był zaniepokojony, że syn tak szybko zaufał obcej osobie, ale Marko dotrzymał słowa. W kolejnych latach okazało się, że Horner ma talent do zarządzania zespołem wyścigowym. Kiedy Red Bull kupował zespół Jaguara w Formule 1 i potrzebował nowego szefa, Helmut Marko wiedział już, kogo polecić Dietrichowi Mateschitzowi.
Współpraca Austriaka i Brytyjczyka układa się znakomicie od lat. Obaj doświadczeni w swojej branży pewną ręką prowadzą stajnię z Milton Keynes, która na swoim koncie ma już cztery tytuły mistrzowskie kierowców i konstruktorów. A wszystko to dzięki człowiekowi, który mimo przeciwności losu potrafił przekuć osobistą tragedię w sukces całego zespołu.
Warto również wspomnieć, że podczas pandemii koronawirusa Marko udostępnił swoje hotele w Grazu lokalnym pracownikom ochrony zdrowia, aby utworzyć tam tymczasowe szpitale – pokazując, że poza bezwzględnością w świecie motorsportu, potrafi też wykazać się empatią i odpowiedzialnością społeczną.


