Czwartkowy mecz Ligi Mistrzów między FC Barceloną a Newcastle United będzie wyjątkową okazją do wspomnienia postaci Sir Bobby’ego Robsona. Ten wybitny angielski szkoleniowiec pozostawił niezatarty ślad w obu klubach, choć w każdym z nich spędził zupełnie inny okres swojej kariery. Jego dziedzictwo trwa do dziś, mimo że od jego śmierci w 2009 roku minęło już kilkanaście lat.

W skrócie:
- Sir Bobby Robson prowadził Barcelonę w sezonie 1996/97, zdobywając z nią trzy trofea
- W Newcastle United spędził pięć lat (1999-2004), wprowadzając klub dwukrotnie do Ligi Mistrzów
- Przyczynił się do rozkwitu talentu Ronaldo Nazario, który pod jego wodzą zdobył 47 goli w 51 meczach
Kataloński sezon pełen wyzwań i sukcesów
Objęcie FC Barcelony przez Robsona w 1996 roku było zadaniem niezwykle trudnym – Anglik zastępował bowiem legendarnego Johana Cruyffa. Jego przygoda w Katalonii trwała zaledwie jeden sezon, ale pozostawiła niezatarty ślad w historii klubu. Robson przybył do Hiszpanii z imponującym CV – półfinał mistrzostw świata z reprezentacją Anglii, dwa mistrzostwa Holandii z PSV Eindhoven oraz dwa tytuły mistrza Portugalii z FC Porto.
W Barcelonie miał zarządzać szatnią pełną gwiazd – Stoichkov, Guardiola, Figo, Luis Enrique to tylko niektóre z nich. Jednak największym odkryciem tamtego sezonu był brazylijski napastnik Ronaldo, sprowadzony właśnie przez Robsona z PSV. Brazylijczyk zdobył pod jego wodzą niewyobrażalne 47 bramek w 51 meczach, zapisując się złotymi zgłoskami w historii klubu, zanim przeniósł się do Interu Mediolan.
Mimo ogromnej presji, Robson doprowadził Barcelonę do trzech trofeów – Pucharu Zdobywców Pucharów, Pucharu Króla i Superpucharu Hiszpanii. Jednak najbardziej pamiętnym momentem jego kadencji pozostaje niesamowity mecz ćwierćfinałowy Pucharu Króla przeciwko Atlético Madryt. Po remisie 2:2 w pierwszym meczu, Barcelona przegrywała u siebie 0:3 do przerwy. Robson zmienił ustawienie zespołu, tchnął w drużynę nowego ducha i poprowadził ją do historycznego zwycięstwa 5:4.
Spełnione marzenie w Newcastle
Po opuszczeniu Barcelony Robson wrócił na krótko do PSV, by w 1999 roku objąć posadę, o której zawsze marzył – stanowisko trenera swojego ukochanego Newcastle United. Spędził tam ostatnie pięć lat swojej trenerskiej kariery, dając kibicom z St. James’ Park dwa sezony w Lidze Mistrzów. To właśnie w tych rozgrywkach w 2003 roku doszło do ostatniego spotkania obu klubów, gdy Barcelona wygrała na stadionie Newcastle 2:0 po golach Patricka Kluiverta i Thiago Motty.
Angielski dżentelmen, jak często nazywano Robsona, miał wyjątkowy dar do zarządzania ludźmi. Łagodny, uprzejmy i świetnie rozumiejący piłkarzy, potrafił utrzymać harmonię w szatni pełnej różnych narodowości i osobowości. Jego wpływ na zawodników był tak duży, że nawet Pep Guardiola przyznał, iż to właśnie obserwując pracę Robsona w trudnych momentach, zaczął myśleć o karierze trenerskiej.
Dziedzictwo, które przetrwało próbę czasu
Sir Bobby Robson zmarł w 2009 roku po długiej walce z chorobą nowotworową, ale jego dziedzictwo pozostaje żywe zarówno w Barcelonie, jak i w Newcastle. Czwartkowy mecz Ligi Mistrzów będzie pierwszym spotkaniem tych klubów od ponad dwóch dekad i doskonałą okazją do uczczenia pamięci człowieka, który odcisnął tak wyraźne piętno na historii obu zespołów.
Poza osiągnięciami sportowymi, Robson pozostawił po sobie obraz prawdziwego dżentelmena futbolu – szkoleniowca, który nigdy nie tracił uśmiechu nawet w najtrudniejszych momentach, który potrafił inspirować zarówno piłkarzy, jak i innych trenerów. Jego styl pracy i podejście do zawodu wpłynęły na całe pokolenie szkoleniowców, z Guardiolą na czele.
Po ponad 20 latach Barcelona i Newcastle znów się spotykają, a duch Sir Bobby’ego Robsona unosi się nad tym spotkaniem, przypominając o wartościach, które wniósł do świata piłki nożnej.

