Federacja FIA zdecydowała się na szczegółową weryfikację „agresywnego” konceptu aerodynamicznego Ferrari, co stawia pod znakiem zapytania pełną akceptację nowej konstrukcji SF-26 w obliczu nadchodzącej rewolucji technicznej.

Czy Ferrari przeszarżowało z projektem?
Mimo że zespół z Maranello podczas jazd testowych na Circuit de Barcelona-Catalunya zdecydował się na wystawienie bazowej wersji swojego modelu, by utrzymać kluczowe rozwiązania w tajemnicy, radykalne podejście do aerodynamiki przyciągnęło uwagę organów nadzorczych.
Według doniesień serwisu „SPEEDWEEK”, FIA postanowiła „nacisnąć hamulec” w procesie oceny propozycji włoskiego producenta. Wątpliwości budzi przede wszystkim poziom agresji w interpretacji nowych przepisów dotyczących nadwozia i silnika, które stanowią największą transformację regulaminową w historii dyscypliny.
Szczególnym punktem zainteresowania jest zintegrowany otwór w tylnym dyfuzorze. Choć nowe przepisy zakładają uproszczenie konstrukcji podłóg w celu redukcji docisku, inżynierowie Ferrari znaleźli sposób na zwiększenie prędkości przepływu powietrza właśnie poprzez to rozwiązanie, a to nie zostało automatycznie zaakceptowane.
Dodatkowo, po nieudanym i pozbawionym zwycięstw roku 2025, zespół porzucił dotychczasowe koncepcje na rzecz zawieszenia typu „push-rod” oraz niezwykle kompaktowych sekcji bocznych (sidepodów), co ma drastycznie zmniejszyć opór aerodynamiczny.
Hamilton i Leclerc zakładnikami biurokracji
Proces weryfikacji innowacji Ferrari napotyka na dodatkowe trudności natury administracyjnej wewnątrz samej federacji. Opóźnienia w sprawdzaniu projektów wszystkich stajni wynikają z odejścia Jasona Somerville’a, który dotychczas nadzorował procesy homologacyjne. Specjalista ten, według dostępnych informacji, kończy obecnie okres wypowiedzenia przed planowanym dołączeniem do ekipy Alpine. Jego rezygnacja pod koniec listopada spowodowała zator w dziale technicznym FIA, co bezpośrednio rzutuje na tempo zatwierdzania „sprytnych pomysłów” ekipy z Maranello.
Równolegle do biurokratycznych zawirowań, na torze w Barcelonie trwają intensywne prace rozwojowe. Podczas wtorkowych jazd, w których z powodu złych warunków pogodowych udziału nie wzięła większość stawki, Ferrari i Red Bull zdecydowały się na kontynuowanie programu. Charles Leclerc testował model SF-26 w warunkach suchych, natomiast Lewis Hamilton przejął bolid po południu, gdy nad torem pojawiły się opady deszczu.
Brytyjczyk zaliczył swój debiutancki wyjazd poza tor, lądując w żwirowej pułapce. Dzień zakończył się jednak poważniejszym akcentem – Isack Hadjar doszczętnie rozbił model RB22 należący do stajni Red Bulla, co było najpoważniejszym incydentem podczas całego shakedownu.

