Przemysław Szymiński wrócił do Polski z nadzieją na restart kariery po ośmiu latach we Włoszech. Zamiast Ekstraklasy wybrał Ruch Chorzów, odrzucając byłego mistrza Polski. Dziś 31-latek siedzi w gabinetach lekarskich, a nie na murawie. Historia ambicji, które rozbił się o zdrowie.

W skrócie:
- Szymiński odrzucił latem Jagiellonię i Motor Lublin, stawiając na Ruch Chorzów
- Od sierpnia zagrał tylko trzy mecze, ostatni raz w kadrze meczowej 14 września
- Kontuzja przywodziciela eliminuje go z gry już trzeci miesiąc z rzędu
Gdy Serie A pachniała tak blisko
Podczas letniego okienka 2025 Przemysław Szymiński znajdował się w centrum zainteresowania polskich klubów. Jak informował włoski dziennikarz Roberto De Luca, Jagiellonia Białystok i Motor Lublin walczyły o podpis środkowego obrońcy Frosinone. Adrian Siemieniec potrzebował wzmocnienia defensywy, a 31-latek z doświadczeniem ponad 150 meczów w Serie B wydawał się idealnym rozwiązaniem. Niedawny Mistrz Polski nie potwierdził jednak nigdy oficjalnie rozmów z zawodnikiem.
Szymiński miał wtedy na stole również oferty ze Szwajcarii i Turcji. Wszystko wskazywało, że jego ośmioletnia przygoda we Włoszech zakończy się transferem do mocniejszej ligi. Problem w tym, że ostatni sezon 2024/2025 we Frosinone okazał się koszmarem. Polak wystąpił tylko w jednym meczu przez zaledwie 16 minut. Zanim jeszcze rozpoczęły się poważne rozmowy transferowe, przyszła kontuzja. W kwietniu 2025 roku Szymiński wrócił do składu po długiej pauzie, ale jego debiut trwał koszmarnie krótko – zaledwie 17 minut. Kolejny uraz wykluczył go z gry do lipca.
Gdy zimowe okienko się zamknęło bez transferu, a sezon dobiegł końca, Szymiński stanął przed wyborem. Mógł czekać na ofertę z Ekstraklasy albo postawić na odbudowę formy na zapleczu. Wybrał drugie.
Ruch zamiast Ekstraklasy
Decyzja o transferze do Ruchu Chorzów zaskoczyła obserwatorów polskiego futbolu. Jagiellonia startowała w eliminacjach Ligi Konferencji, Motor walczył o utrzymanie w Ekstraklasie, a Szymiński wybrał pierwszoligowca ze Śląska. Kontrakt do czerwca 2026 roku z opcją przedłużenia o rok – na papierze wszystko wyglądało sensownie. Ruch zbroił się do walki o awans, ściągając także Macieja Żurawskiego z Warty Poznań czy Shumę Nagamatsu z Korony Kielce.
„Po długim czasie we Włoszech podjąłem wraz z rodziną decyzję o powrocie do Polski. Jestem Ślązakiem, dlatego doskonale zdaję sobie sprawę, do jakiego klubu trafiam” – mówił Szymiński w oficjalnej prezentacji 2 lipca 2025 roku. Podkreślał, że gra na Stadionie Śląskim to dla niego coś więcej niż tylko kontrakt. Urodzony w Katowicach zawodnik był wychowankiem Rozwoju, co dodatkowo miało nadać jego powrotowi sentymentalny wymiar.
Dyrektor sportowy Ruchu, Tomasz Foszmańczyk, nie ukrywał zadowolenia. „Sprowadzamy doświadczonego obrońcę, który przez wiele lat we Włoszech występował na bardzo dobrym poziomie” – zapewniał. Miał być filarem defensywy. Numerem sześć na koszulce. Pewnikiem w wyjściowej jedenastce.
Ciało nie kłamie, statystyki też nie
Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała plany. Szymiński zagrał w trzech pierwszych kolejkach sezonu – przeciwko Puszczy Niepołomice, Górnikowi Łęczna i Śląskowi Wrocław. Łącznie na murawie spędził około 200 minut. Od 14 września nie pojawił się już w kadrze meczowej Ruchu. Oficjalny powód? Uraz przywodziciela.
W sierpniu wydawało się, że to krótka przerwa. Wrzesień minął, październik również. Listopad przyniósł informacje, że sprawa wciąż nie została zażegnana. Jak podaje serwis Transfery.info, 31-latek od momentu letniego transferu nie wrócił do zdrowia. Ruch Chorzów zajmuje obecnie 9. miejsce w tabeli Betclic 1. Ligi z 21 punktami. Trener Waldemar Fornalik próbuje stabilizować defensywę innym składem – w ostatnim meczu z Miedzią Legnicą na boisku nie było Szymińskiego, a jego pozycję zajmują Nikodem Leśniak-Paduch i Andrej Lukić.
Paradoksem jest, że gdy Ruch ogłaszał transfer Szymińskiego, media podkreślały jego bogaty włoski paszport sportowy. 153 mecze w Serie B, 4 bramki, 5 asyst, rola kapitana Frosinone. Teraz ten sam zawodnik nie jest w stanie wytrzymać nawet połowy pierwszoligowego sezonu. Kontuzje stały się jego stalkerem – już w kwietniu 2025 sytuacja wyglądała identycznie. Flashscore odnotowuje, że Szymiński był kontuzjowany między 14 kwietnia a 11 lipca 2025 roku, a następnie ponownie od 3 lutego do 28 marca 2025.
Co teraz? Włochy czy pierwsza liga?
Historia Szymińskiego przypomina opowieści o wielu polskich zawodnikach, którzy próbowali wrócić do kraju po latach za granicą. Często te transfery kończą się rozczarowaniem – albo z powodu formy, albo zdrowia, albo niespełnionych oczekiwań. W przypadku 31-latka szczególnie boli kontrast między potencjałem a rzeczywistością. Człowiek, który trenował pod okiem Alessandro Nesty i Fabio Grosso, dziś nie może pomóc pierwszoligowcowi.
Ruch ma opcję przedłużenia umowy, ale przy obecnym biegu spraw wydaje się mało prawdopodobne, żeby z niej skorzystał. Szymiński natomiast stoi przed pytaniem, czy jego kariera w ogóle będzie kontynuowana na profesjonalnym poziomie. Kolejne miesiące pokażą, czy to koniec marzeń o powrocie do Serie B, czy tylko chwilowe potknięcie na drodze do odbudowy.

