Inaki Astiz nie szukał usprawiedliwień i w gorzkich słowach ocenił mentalną postawę swojego zespołu. Legia w miniony weekend po raz kolejny zawiodła kibiców – przegrała spotkanie domowe z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza. Beniaminkiem, który miał być szansą na przełamanie i „nowy początek” przy Łazienkowskiej!

Każdy biegał tam, gdzie chciał
Spotkanie od początku nie układało się po myśli gospodarzy. Legioniści mieli ogromne problemy z organizacją gry, co szybko wykorzystali goście, obejmując prowadzenie już w 23. minucie po trafieniu Krzysztofa Kubicy.
„Inaczej wyobrażaliśmy sobie ten mecz. W pierwszej połowie każdy biegał tam, gdzie chciał — kompletnie nie trzymaliśmy struktury” – przyznał po końcowym gwizdku Inaki Astiz.
Po przerwie obraz gry uległ poprawie. Warszawianie ruszyli do odrabiania strat i w 73. minucie doprowadzili do wyrównania za sprawą Ermala Krasniqiego. Wydawało się, że gospodarze pójdą za ciosem, jednak w samej końcówce ponownie zabrakło im koncentracji. W 90. minucie Andrzej Trubeha zapewnił zwycięstwo drużynie z Niecieczy, wykorzystując błędy w defensywie Legii.
„Stworzyliśmy kilka sytuacji, zdobyliśmy wyrównującego gola, czyli zrobiliśmy to, co było najtrudniejsze. Potem uwierzyliśmy, że możemy strzelić drugiego, ale trzeba było zachować chłodną głowę” – analizował szkoleniowiec. „Niestety, to już kolejny mecz, w którym ją straciliśmy. Nie po raz pierwszy dajemy przeciwnikom prezenty i tracimy bramki po prostych błędach” – dodał z rezygnacją.
Problem Legii leży w głowie?
Astiz wydaje się być przekonany, że głównym problemem drużyny ze stolicy nie są umiejętności piłkarskie, lecz sfera mentalna. W trudnych momentach na boisku brakuje liderów, którzy potrafiliby wziąć ciężar gry na siebie.
„Powiedziałem zawodnikom, że każdy powinien spojrzeć w lustro i zastanowić się, co chce robić dalej. To jest Legia Warszawa — tutaj gra się o zwycięstwa i tytuły” – podkreślił stanowczo trener. „W takich momentach wyłaniają się liderzy. Każdy może nim być, ale trzeba wziąć na siebie odpowiedzialność i pociągnąć za sobą resztę. Potrzebujemy właśnie takich ludzi”.
Hiszpański szkoleniowiec zwrócił uwagę, że presja związana z grą w stołecznym klubie może przerastać niektórych zawodników. Zaznaczył, że w nadchodzących spotkaniach kluczowym kryterium przy ustalaniu składu będzie odporność psychiczna.
„Kibice chcą oglądać Legię, która wygrywa. Może nie każdy zawodnik potrafi poradzić sobie z tą presją, ale właśnie teraz trzeba pokazać prawdziwy charakter. Będziemy musieli postawić na tych, którzy są w stanie być w pełni skoncentrowani przez 90 minut, a nie przez 80” – zapowiedział Astiz.
Desperackie poszukiwanie rozwiązań
W końcowej fazie meczu sztab szkoleniowy Legii szukał niestandardowych rozwiązań, aby przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Na boisku w roli napastnika pojawił się nominalny obrońca, Artur Jędrzejczyk.
„Wprowadziłem go do ataku, bo liczyłem na jego skuteczność. Choć jest obrońcą, na treningach regularnie strzela bramki” – tłumaczył swoją decyzję trener. „W ostatnich minutach kompletnie straciliśmy jednak głowę, zabrakło chłodnej kalkulacji i cierpliwości w budowaniu akcji. Przegraliśmy właśnie przez to, że poszliśmy na żywioł”.
Porażka z Bruk-Betem stawia pod znakiem zapytania dalszą przyszłość Inakiego Astiza w roli pierwszego – nawet jeśli tymczasowego – trenera. Sam zainteresowany podchodzi do swojej sytuacji ze spokojem, deklarując pełne oddanie klubowi niezależnie od powierzonej mu funkcji.
„Szukam na bieżąco rozwiązań. Jeśli ktoś uzna, że nie jestem w stanie pomóc, to przyjdzie ktoś inny. Jestem w Legii od dawna, ten klub dał mi bardzo dużo i mam go w sercu” – zakończył Astiz.


