Real Madryt nigdy nie czuł się zobowiązany do włączania wychowanków do pierwszej drużyny tylko dla zasady. Wymagania są filtrem, który często pozostawia zespół bez zbyt wielu twarzy wychodzących z młodzieżówki. Ale jak mówił John Hammond w „Parku Jurajskim” – „życie zawsze znajdzie drogę”. I to życie z Valdebebas jest teraz reprezentowane w Realu Madryt dzięki pięciu nazwiskom.

W skrócie:
- Real Madryt rozpocznie sezon z pięcioma wychowankami oraz trzema piłkarzami, którzy przeszli przez Castillę
- W obronie występuje największy kontyngent wychowanków – aż czterech: Carvajal, Asencio, Carreras i Fran García
- Gonzalo, który niedawno przedłużył kontrakt do 2030 roku, jest jedynym wychowankiem w linii ataku
Sekret potęgi Realu Madryt – dlaczego Ancelotti stawia na Valdebebas?
Królewscy nigdy nie byli klubem, który na siłę wprowadzałby młodzieżowców do pierwszego zespołu. Wymagania stawiane w ekipie z Bernabéu są tak wysokie, że wielu obiecujących zawodników nie jest w stanie przebić się do głównego składu. Pomimo tego, obecnie w kadrze pierwszego zespołu prowadzonego przez Xabi Alonso znajduje się aż pięciu wychowanków. To liczba, która mogłaby być jeszcze większa, gdyby uwzględnić bramkarza Frana Gonzáleza.
Fran González, choć formalnie wciąż przypisany do Castilli, jest praktycznie członkiem pierwszej drużyny. Jego sytuacja jest zarówno wyróżnieniem – może trenować z pierwszym zespołem – jak i problemem, ponieważ ciągłe powołania jako rezerwowy bramkarz uniemożliwiają mu gromadzenie minut w Castilli, gdzie miałby szansę na regularne występy.
Defensywa pełna wychowanków
To właśnie w linii obrony występuje największy kontyngent wychowanków Realu – aż czterech: Carvajal, Asencio, Carreras i Fran García. Są oni jednocześnie najlepszym przykładem polityki, jaką Królewscy zwykle stosują wobec zawodników wychodzących z Valdebebas: wyjeżdżają oni na wypożyczenia, by nabrać doświadczenia i, jeśli udowodnią swoją wartość, a okoliczności będą sprzyjające, wracają do klubu.
Tak było w przypadku Carvajala, który spędził rok (2012-13) w Bayerze Leverkusen, a teraz, sześć Lig Mistrzów później, jest pierwszym kapitanem zespołu. Podobnie stało się z Franem Garcíą i niedawno pozyskanym Carrerasem. Ten ostatni kosztował klub spory wysiłek finansowy – aż 50 milionów euro, by sprowadzić go z Benfiki, ale Real sprowadził go z powrotem, wiedząc, że doskonale zna wymagania Królewskiego Domu.
Gonzalo – młodzieżowa perełka w ataku
W linii pomocy nie ma wychowanków z czystej krwi, a w ataku nie było ich aż do przybycia Gonzalo, który właśnie przedłużył kontrakt do 2030 roku i podczas Klubowych Mistrzostw Świata zasłużył na miejsce w pierwszym zespole. Rezerwowi dla Mbappé – Gonzalo i Endrick – są przykładem niewielkiego dogmatyzmu, jaki panuje w Madrycie w kwestii młodych zawodników: nie ma znaczenia, czy pochodzą z Castilli, czy z innego kontynentu za kilka milionów. Liczy się tylko to, czy są warci swojej ceny.
Oprócz pięciu wychowanków, w zespole Realu są też trzej zawodnicy, którzy nie są produktami akademii od podstaw, ale dobrze znają szkoleniowy futbol Królewskich: Valverde, Vinicius i Rodrygo. Cała trójka przeszła przez Castillę, a Urugwajczyk dodatkowo spędził rok na wypożyczeniu w Deportivo, by dopełnić swojego rozwoju.
Ta liczba mogłaby być jeszcze większa: mając 16 lat, Huijsen otrzymał ofertę dołączenia do Valdebebas, ale ostatecznie postawił na Juventus. Jednak życie, jak wspomnieliśmy, zawsze znajdzie swoją drogę.

