Canelo Alvarez potrafi rozładować napięcie jednym zdaniem. Meksykański mistrz boksu odniósł się do pogłosek o rzekomym konflikcie z Daną White’em, szefem UFC, jakie od lat narosły wokół pamiętnego wieczoru w 2019 roku. Jego odpowiedź? Krótka, dosadna i – jak sam przyznał – wymierzona nie w White’a, lecz w zupełnie inne osoby.

Noc, w której Canelo musiał czekać
2 listopada 2019 roku Canelo miał stanąć do historycznej walki z Siergiejem Kowaliowem o pas w wadze półciężkiej. Problem w tym, że tego samego wieczoru w Madison Square Garden odbywała się gala UFC 244 z pojedynkiem Nate’a Diaza i Jorge Masvidala o pas BMF. Widowisko przyciągnęło ogromną widownię, a Dwayne „The Rock” Johnson wręczał pas zwycięzcy.
W efekcie promotorzy bokserscy i telewizja DAZN zgodzili się… opóźnić występ Canelo. Meksykanin gotowy do walki musiał spędzić ponad godzinę w szatni, w pełnym rynsztunku, czekając aż kibice w Las Vegas obejrzą do końca pojedynek MMA. To wtedy powstało kultowe zdjęcie „śpiącego” Alvareza w rękawicach, które obiegło świat.
„To nie Dana White, to platforma”
Choć wielu fanów przez lata mówiło o rzekim konflikcie Canelo z szefem UFC, bokser ucina plotki. – „F—ing, ta platforma kazała mi czekać” – rzucił w rozmowie z dziennikarzami w Las Vegas, odnosząc się do DAZN i promotora Golden Boy, a nie do White’a.
– „Byłem wściekły, ale nie na niego. Ja po prostu nigdy na nikogo nie czekam” – dodał Alvarez.
Sam Dana White potwierdził, że między nimi nigdy nie było złej krwi.
– „Znam Canelo od dawna, nigdy nie mieliśmy żadnego problemu. Super facet, tak samo jak Crawford. To świetna sytuacja, bo naprawdę lubię obu” – podkreślił szef UFC.
Netflix szykuje show
Dziś dawny „problem” stał się tylko anegdotą. 13 września Canelo Alvarez zmierzy się z Terence’em Crawfordem w walce promowanej wspólnie przez bokserów i UFC, a transmitowanej na Netfliksie. To starcie zapowiada się jako największe wydarzenie roku w sportach walki – nie tylko sportowe, ale i medialne.
Wielki boks i UFC ramię w ramię? Jeszcze kilka lat temu wydawało się to nie do pomyślenia. Teraz jednak Canelo i White pokazują, że przeszłość można zostawić za sobą – zwłaszcza gdy w grę wchodzi widowisko, które obejrzy cały świat.


