Zbigniew Boniek nie zostawia suchej nitki na strukturze zarządczej Legii Warszawa. Były prezes PZPN wprost wskazuje, że Dariusz Mioduski popełnił kardynalny błąd, pełniąc jednocześnie funkcję właściciela i prezesa klubu. Według Bońka taka sytuacja uniemożliwia obiektywne rozliczanie zarządu i prowadzi do chaosu organizacyjnego przy Łazienkowskiej 3.

- Boniek krytykuje łączenie przez Mioduskiego ról właściciela i prezesa zarządu
- Od 1 stycznia 2025 zarząd Legii zmniejszy się z 3 do 2 osób, odchodzi Jarosław Jurczak
- Były szef PZPN postuluje uproszczenie struktury klubu do 3 kluczowych osób
Mioduski nie może sam siebie rozliczać
Zbigniew Boniek w cyklu „Zibi Top” na portalu Weszło.com przeprowadził bezlitosną analizę problemów organizacyjnych mistrza Polski. Jego zdaniem fundamentalnym błędem było objęcie przez Dariusza Mioduskiego funkcji prezesa zarządu przy jednoczesnym posiadaniu 100 procent akcji klubu. „Właściciel, posiadacz stuprocentowych akcji, powinien być przewodniczącym rady nadzorczej, a nie prezesem zarządu. Z prostego powodu – bo nie może sam siebie rozliczać” – argumentuje były reprezentant Polski. Boniek podkreśla, że właściciel musi zachować dystans do bieżącego zarządzania, by móc skutecznie wymagać, analizować i wyciągać wnioski. Taka struktura pozwala na obiektywną ocenę pracowników i podejmowanie trudnych decyzji kadrowych bez konfliktów interesów.
Krytyka Bońka nabiera szczególnego znaczenia w kontekście ostatnich zmian w zarządzie Legii. Od 1 stycznia 2025 roku klub opuści Jarosław Jurczak, odpowiedzialny za finanse, sprawy prawne i administrację. Zarząd zostanie zredukowany z 3 do 2 osób, a pełną odpowiedzialność za zarządzanie obejmie Marcin Herra. To może sygnalizować, że Mioduski faktycznie rozważa wycofanie się z operacyjnego kierowania klubem, choć oficjalnie nie potwierdzono jeszcze jego rezygnacji z funkcji prezesa.
Za dużo szefów, za mało efektywności
Były prezes PZPN nie ogranicza się do krytyki podwójnej roli Mioduskiego. Boniek wprost atakuje rozbudowaną strukturę organizacyjną Legii, która jego zdaniem przypomina bardziej korporację niż klub piłkarski. „W Legii za dużo jest dyrektorów, prezesów, wiceprezesów… A przecież klub to jest bardzo prosta organizacja” – ocenia bez ogródek. Według Bońka optymalny model zarządzania powinien opierać się na zaledwie 3 kluczowych postaciach: prezesie klubu, dyrektorze sportowym i trenerze pierwszej drużyny. Taka struktura eliminuje biurokrację, przyspiesza podejmowanie decyzji i jasno określa odpowiedzialność za wyniki.
W rozmowie z Romanem Kołtoniem w programie „Prawda Futbolu” Boniek rozwinął swoją wizję reform. „Prezes klubu powinien spotkać się z trenerem, dobrać sobie dyrektora sportowego i w ogóle zmniejszyć liczbę ludzi, którzy tam chodzą w krawatach, którym się wydaje, że są dyrektorami i nie wiadomo jakimi prezesami” – mówił z charakterystyczną dla siebie szczerością. Ta wypowiedź bezpośrednio uderza w obecną kadrę zarządzającą Legią, sugerując, że wielu funkcjonariuszy pełni role bardziej reprezentacyjne niż merytoryczne.
Papszun jako szansa na nowy początek
Zatrudnienie Marka Papszuna na stanowisku trenera może być pierwszym krokiem do uporządkowania sytuacji w stołecznym klubie. Szkoleniowiec, który zbudował potęgę Rakowa Częstochowa praktycznie od zera, słynie z jasnych wymagań wobec struktur klubowych i bezpośredniej komunikacji z zarządem. Jego przyjście do Legii zbiegło się w czasie z zapowiedzią zmian organizacyjnych, co może sugerować, że Papszun postawił warunki dotyczące uproszczenia procesu decyzyjnego.
Boniek, choć sceptycznie odnosi się do zdolności Marcina Herry, którego jak przyznaje nie zna wystarczająco dobrze, dostrzega w redukcji zarządu pozytywny sygnał. Pytanie brzmi, czy Mioduski zdecyduje się na pełne wdrożenie modelu postulowanego przez byłego prezesa PZPN, czy ograniczy się do kosmetycznych zmian, które nie rozwiążą fundamentalnych problemów strukturalnych mistrza Polski.
