Saul Niguez, legenda Atletico Madryt, wywołał burzę swoimi kontrowersyjnymi słowami na temat odwiecznych rywali z Realu Madryt. Hiszpański pomocnik, obecnie grający w brazylijskim Flamengo, stwierdził bez ogródek, że „Królewscy” nie mają prawdziwych fanów w porównaniu z jego obecnym klubem. Wypowiedź ta, padła tuż przed finałowym starciem z Paris Saint-Germain, z pewnością rozwścieczy kibiców z Santiago Bernabeu.

W skrócie:
- Saul Niguez twierdzi, że Real Madryt „nie ma fanów”, a jedynie zwolenników przyciągniętych sławą klubu
- Były gracz Atletico porównał „cichą” atmosferę na Bernabeu z elektryzującym dopingiem na Maracanie
- Hiszpan przygotowuje się do finału Pucharu Interkontynentalnego przeciwko PSG, prowadzonemu przez Luisa Enrique
Santiago Bernabeu bez duszy, Maracana pełna pasji
Saul Niguez nie przebierał w słowach, gdy porównywał swoje doświadczenia z Realu Madryt i Flamengo. W rozmowie z hiszpańskim AS, 31-letni pomocnik został zapytany, czy brazylijski gigant może równać się z „Królewskimi”. Odpowiedź była bezlitosna i wymierzona prosto w serce madryckich rywali.
„To więcej niż Madryt”, stwierdził kategorycznie. „W rzeczywistości Madryt nie ma fanów. Madryt jest sławny, tak, ze względu na to, co wygrał i jest znany na całym świecie, dlatego ma zwolenników. Ale idziesz na stadion i nic nie czujesz.”
To mocne słowa od kogoś, kto spędził ponad dekadę w Atletico, rozgrywając ponad 400 meczów dla Los Colchoneros i będąc świadkiem najzaciętszych derbi madryckich. Saul podkreślił kontrast między „cichym” charakterem Bernabeu a ogłuszającym hałasem, który towarzyszy każdemu meczowi Flamengo.
„Natomiast idziesz na Maracana, stadion emblematyczny, i zawsze jest pełny”, wyjaśniał z entuzjazmem. „Na wyjazdach stadion jest pełen kibiców Flamengo. Niedawno graliśmy przeciwko Sport Recife i wysłali nas na inny stadion, bo inaczej nasi kibice by się nie zmieścili. A mówimy tu o locie trwającym trzy i pół godziny.”
Pomocnik kontynuował, opisując zasięg fanowskiej bazy Flamengo: „Jedziesz do Limy i nasi kibice wypełniają stadion w 100%. A potem widzisz, że Palmeiras go nie wypełnia… Mówisz sobie: 'To jest wielka baza kibiców’.”
Reunion z Luisem Enrique i walka o historię
Kontrowersyjne wypowiedzi Saula padły w przeddzień monumentalnego starcia w finale Pucharu Interkontynentalnego w grudniu 2025 roku. Flamengo zmierzy się z Paris Saint-Germain, co oznacza spotkanie Hiszpana z dobrze mu znaną twarzą, Luisem Enrique, trenerem, który powołał go do reprezentacji Hiszpanii podczas swojej kadencji jako selekcjoner.
Saul nie szczędził pochwał asturyjskiemu szkoleniowcowi: „Spotkałem się z nim w reprezentacji narodowej. Ma dużo osobowości i przekazuje ją swojej drużynie. To młodzi gracze, ale z doświadczeniem. Wiedzą, jak dostosować się do typu meczu. Odkąd Luis Enrique tam jest, oglądałem jego mecze w Paryżu i ma wiele rozwiązań.”
Obecnie Saul gra pod wodzą innego starego znajomego, Filipe Luisa, z którym dzielił szatnię w Atletico przez lata, zdobywając La Liga i docierając do finałów Ligi Mistrzów. Brazylijski trener, jak zdradza pomocnik, wpaja swoim podopiecznym przekonanie, że stoją u progu czegoś wyjątkowego.
„Filipe zawsze nam mówi, że jesteśmy drużyną przygotowaną do tworzenia historii, to jego najbardziej legendarna fraza”, ujawnił Saul. „My, gracze, musimy w to bardziej uwierzyć. Na początku widzisz to jako coś dalszego. Finał przeciwko PSG jest bardzo skomplikowany, ale mamy nadzieję i chęci.”
Prowokacja, która rozgrzeje derby na odległość
Słowa Saula z pewnością rozwścieczą Madridistas, szczególnie że pochodzą od gracza, który był centralną postacią w drużynie Diego Simeone podczas szczytu rywalizacji między klubami. Jego twierdzenie, że Real Madryt, klub z 15 trofeami Ligi Mistrzów i jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek w sporcie, „nie ma fanów”, to prowokacja najwyższej próby.
Czy to prawdziwe przekonanie wynikające z doświadczeń w Brazylii, czy celowy atak na starych rywali? Prawdopodobnie połączenie obu. Saul najwyraźniej został porażony intensywnością i oddaniem brazylijskich kibiców, co skłoniło go do bezkompromisowego porównania. Niezależnie od intencji, jego słowa z pewnością dodadzą pikanterii następnemu spotkaniu między Atletico a Realem, nawet jeśli sam Saul ogląda je już z drugiego końca świata.
