Lech Poznań udowodnił w Belgii, że polskiej piłce nie brakuje charakteru. Choć mistrzowie Polski nie zdołali odwrócić losów dwumeczu przeciwko KRC Genk, w rewanżu eliminacji Ligi Europy pokazali prawdziwe oblicze. Zwycięstwo 2:1 na wyjeździe to nie tylko honorowa porażka, ale dowód na to, że „Kolejorz” potrafi walczyć nawet w najtrudniejszych momentach.

W skrócie:
- Lech Poznań pokonał KRC Genk 2:1 w rewanżowym meczu eliminacji Ligi Europy, ale odpadł z rozgrywek
- Luis Palma i Leo Bengtsson byli kluczowymi postaciami zwycięstwa Lecha w Belgii
- Bartosz Mrozek wielokrotnie ratował drużynę świetnymi interwencjami między słupkami
Palma i Bengtsson – bohaterowie polskiego charakteru
Od pierwszych minut spotkania Lech pokazał, że nie przyjechał do Belgii jedynie po to, by „odbyć” mecz. Luis Palma błysnął już na początku groźnym strzałem z kilkudziesięciu metrów, który minimalnie minął słupek bramki gospodarzy. To właśnie ten zawodnik nadawał tempo grze „Kolejorza” w pierwszej połowie.
W 22. minucie Palma znów pokazał klasę – jego dośrodkowanie sprawiło spore problemy defensywie KRC Genk. Timothy Ouma wykorzystał zamieszanie i oddał strzał, który Tobias Lawal z trudem przeniósł nad poprzeczką.
Pierwsza połowa przyniosła prawdziwy rollercoaster emocji. Po tym jak Junya Ito w 31. minucie otworzył wynik dla gospodarzy płaskim uderzeniem, odpowiedź Lecha była błyskawiczna. Kornel Lisman wykorzystał podanie Bryana Fiabemy, ruszył prawą flanką i z ostrego kąta umieścił piłkę w siatce. Bramkarz KRC Genk popełnił przy tej okazji spory błąd, ale tego typu prezenty trzeba umieć wykorzystać.
Szwedzka perfekcja i bohaterstwo Mrozka
Druga połowa to był już show Leo Bengstssona. Szwed, który wszedł na boisko w miejsce Palmy, potrzebował zaledwie kilku minut, by udokumentować swoją obecność. W 56. minucie popisał się fenomenalnym uderzeniem z rzutu wolnego, przy którym nawet dobrze ustawiony Lawal nie miał żadnych szans.
Bengtsson mógł mieć na koncie więcej bramek – po błędzie belgijskiej defensywy otrzymał idealną okazję, ale uderzył zbyt pochopnie i niecelnie. To pokazuje, jak blisko Lech był do jeszcze większej sensacji.
Kluczową postacią spotkania okazał się także Bartosz Mrozek. Polski bramkarz wielokrotnie wyciągał drużynę z opałów, pokazując świetny refleks przy strzale Yaimara Mediny w 66. minucie. Gdy miejscowi próbowali doprowadzić do remisu, to właśnie Mrozek stał się murowaną gwarancją utrzymania korzystnego wyniku.
Choć Yira Collins Sor w 74. minucie był blisko wyrównania, strzelając tuż obok prawego słupka, Lech kontrolował sytuację do końcowego gwizdka. To zwycięstwo, mimo odpadnięcia z rozgrywek, może być fundamentem pod dalsze sukcesy w sezonie krajowym.

