Wielkie pieniądze, ogromne emocje i nierówne szanse – tak można streścić najnowszy podział wpływów z praw telewizyjnych w Bundeslidze na sezon 2025/2026. Kicker ujawnił szczegóły, które już teraz rozgrzewają debatę wśród kibiców i ekspertów. Bayern Monachium potwierdza swoją absolutną dominację nie tylko na boisku, ale też w kasie klubowej, zgarniając największą część z telewizyjnego tortu. Czy to kolejny gwóźdź do trumny marzeń o równej i sprawiedliwej lidze?

W skrócie:
- Bayern Monachium zarobi rekordowe 83,4 miliona euro z praw telewizyjnych w sezonie 2025/26 – największa wypłata w Bundeslidze.
- RB Lipsk spada na dalsze miejsce, ustępując pola Eintrachtowi Frankfurt po słabym sezonie.
- Przepaść finansowa w Bundeslidze się pogłębia, wywołując żywiołowe dyskusje nad równością w niemieckim futbolu.
Telewizyjna kasa dla Bayernu, a reszta patrzy z zazdrością
Kiedy rozchodzi się o pieniądze, emocje w Bundeslidze rosną równie gwałtownie, jak temperatura podczas Der Klassiker. W piątkowy wieczór Kicker wyłożył karty na stół: dokładny podział przychodów z telewizyjnych praw krajowych i międzynarodowych na sezon 2025/26. Efekt? Bayern Monachium, mistrz wszech czasów, zgarnia wszystko – dosłownie i w przenośni. Wpadnie im do klubowej kasy aż 83,4 mln euro za jeden sezon!
To stawia Bawarczyków – delikatnie rzecz ujmując – na zupełnie innym poziomie finansowej egzystencji niż resztę stawki. Dla porównania: za Bayern idą Borussia Dortmund i Bayer Leverkusen, a potem długo, długo nic.
Czy to jeszcze rywalizacja sportowa, czy po prostu demonstracja finansowej potęgi? Wystarczy spojrzeć na liczby, które są jak policzek wymierzony tym klubom, które próbują gonić bawarską machinę:
| Klub | Wypłata z praw TV (2025/26) |
|---|---|
| Bayern Monachium | €83,4 mln |
| Borussia Dortmund* | (kwota niepodana) |
| Bayer Leverkusen* | (kwota niepodana) |
| Eintracht Frankfurt | (awans kosztem RB Lipsk) |
| SC Freiburg | €62,0 mln |
| Union Berlin | €55,9 mln |
*Dokładnych stawek dla tych klubów nie ujawniono, ale są one tuż za Bayernem.
Gwoździem do trumny dla RB Lipsk okazał się nieudany sezon – spadek o jedno oczko w finansowej hierarchii to nie tylko kwestia prestiżu, ale milionów euro mniej na transfery czy pensje. Ich miejsce przejął Eintracht Frankfurt, pokazując, jak niestabilny (i kosztowny) potrafi być świat Bundesligi.
Te pieniądze rozdają karty
Co to oznacza dla ligi? Dwa słowa: rosnącą przepaść. Bayern, mający już stabilność, potęgę sportową i wszechobecnych sponsorów, dostaje dodatkowe dziesiątki milionów na dalsze umacnianie przewagi. Gdzie tu równość? Czy UEFA i DFL nie powinny zareagować, zanim Bundesliga dogoni Francję pod względem przewidywalności mistrza?
Z jednej strony, to przecież Bundesliga – tradycyjnie rozważna, szczycąca się zdrową konkurencją. Ale liczby są bezwzględne. Jeśli reszta ligi nie podąży za czołówką finansowo, możemy zapomnieć o niespodziankach. Nie dziwi więc, że już teraz pojawiają się głosy o konieczności reformy podziału pieniędzy z praw telewizyjnych.
Ostateczna odpowiedź należy do kibiców: czy wolą ligę z jednym gigantem i kilkunastoma statystami, czy może czas pomyśleć o dzieleniu tortu na równe części? Zabawa trwa dalej – zwłaszcza, gdy stawką są dziesiątki milionów euro.

