FC Barcelona wróciła w tym tygodniu do treningów z nowym logotypem na koszulkach. Na plecach strojów treningowych pojawiło się godło Demokratycznej Republiki Konga – efekt umowy sponsorskiej wartej około 40 milionów euro w ciągu czterech sezonów. Choć to zastrzyk gotówki, nie oznacza on natychmiastowej poprawy sytuacji finansowej klubu pod kątem przepisów La Ligi.

Dlaczego pieniądze nie mogą zostać od razu wykorzystane
Zgodnie z zasadami ligi hiszpańskiej, przy wyliczaniu limitu wydatków na kadrę (tzw. LCPD) brane są pod uwagę m.in. przychody z praw telewizyjnych, biletów czy właśnie sponsorów. Teoretycznie więc każda nowa umowa powinna zwiększać możliwości płacowe Barcelony.
W praktyce jednak sprawa wygląda inaczej. Barça wciąż klasyfikowana jest jako „klub z nadwyżką” – oznacza to, że dopóki budżet nie zostanie zbilansowany, każdy nowy euro zarobiony na kontraktach, reklamach czy sprzedaży biletów musi w pierwszej kolejności iść na spłatę zadłużenia. Dopiero gdy klub wróci do proporcji 1:1 między przychodami a wydatkami, dodatkowe środki będą realnie podnosiły limit płacowy.
Krótkoterminowe problemy, długoterminowe nadzieje
Na ten moment porozumienie z DR Konga jest więc bardziej zabezpieczeniem przyszłości niż szybką receptą na problemy. Jak podaje dziennik SPORT, Barcelona liczy, że La Liga zatwierdzi jeszcze inne przychody – m.in. te związane z pakietami VIP na stadionie Spotify Camp Nou – co mogłoby pomóc w rejestracji piłkarzy przed zamknięciem letniego okna transferowego.
Kluczowe pytanie brzmi: czy uda się osiągnąć równowagę finansową do 1 września? Jeśli nie, nowy kontrakt nie pomoże w żaden sposób Flickowi w rejestracji piłkarzy i wzmocnieniach drużyny na start sezonu.

