Barcelona ponownie udowodniła swoją dominację na własnym stadionie, pokonując Osasunę 2:0 w meczu, który długo pozostawał nierozstrzygnięty. Raphinha, niewidoczny przez większość spotkania, stał się bohaterem ostatnich dwudziestu minut, zdobywając oba gole dla Dumy Katalonii. Flick może świętować kolejne zwycięstwo u siebie, a Real Madryt wie, że czeka go trudna pogoń za liderem.

W skrócie:
- Raphinha zdobył dwa gole w końcówce meczu, zapewniając Barcelonie zwycięstwo 2:0 nad Osasuna
- Barcelona utrzymuje pozycję lidera LaLiga przed przerwą świąteczną, wywierając presję na Real Madryt
- Flick kontynuuje serię zwycięstw na Camp Nou, po raz pierwszy w sezonie zachowując czyste konto u siebie
Brazylijski bohater ratuje Barcelonę przed świątecznym kryzysem
Barcelona wiedziała, że niezależnie od wyniku, święta Bożego Narodzenia spędzi jako lider LaLiga. Jednak to, co miało być spokojnym popołudniem na Camp Nou, zamieniło się w prawdziwe męczeństwo. Osasuna, najgorszy zespół wyjazdowy ligi z zaledwie dwoma punktami z 24 możliwych, postawiła się faworytom w sposób, który przyprawił kibiców o dreszcze.
Hansi Flick ponownie pokazał, że nie boi się kontrowersyjnych decyzji. Frenkie de Jong znów rozpoczął mecz na ławce rezerwowych, a Eric García otrzymał kolejną szansę w środku pola. Rashford, po udanym występie przeciwko Eintracht Frankfurt, zasłużył na miejsce w podstawowym składzie, co przesunęło Raphinhę do bardziej centralnej pozycji. Brazylijski skrzydłowy przez pierwsze siedemdziesiąt minut wyglądał jak ktoś, kto zgubił się po drodze na stadion. Zniknął, rozpłynął się, jakby grał w innym meczu. A potem stał się nieśmiertelny.
Mur z Nawarry, który prawie wytrzymał
Osasuna przyjechała do Barcelony z jasnym planem, nie po to, żeby się poddać. Zespół z Pampeluny, mimo fatalnej bilans wyjazdowego, zawsze sprzedawał swoją skórę drogo. W ośmiu poprzednich wyjazdach stracili zaledwie dziewięć bramek, co pokazuje, jak trudno było ich rozbić. Tym razem nie było inaczej.
Barcelona kontrolowała piłkę, ale Osasuna kontrolowała wszystko inne. Jedyne, czego goście nie potrafili powstrzymać, to bieganie. I właśnie w tym elemencie Raphinha znalazł klucz do zwycięstwa. W 69. minucie Brazylijczyk w końcu się obudził, przełamując impas pierwszym golem. Szesnaście minut później powtórzył wyczyn, przypieczętowując zwycięstwo i zapewniając Barcelonie spokojne święta na fotelu lidera.
Flick może być zadowolony. Jego zespół po raz kolejny wygrał na Camp Nou, utrzymując stuprocentową skuteczność w domowych meczach. Co więcej, po raz pierwszy w tym sezonie Barcelona zachowała czyste konto u siebie. Real Madryt, który tego samego wieczoru musiał zmierzyć się z wyzwaniem w Vitorii, wiedział już, że nawet w przypadku zwycięstwa będzie tracił do lidera siedem punktów. Presja na Królewskich rośnie, a Barcelona może spokojnie delektować się świątecznymi przysmakami, wiedząc, że przynajmniej do Nowego Roku będzie na szczycie tabeli.
