Arsenal prowadzi negocjacje w sprawie transferu 24-letniego Toniego Fruka z Rijeki, ale londyńska saga ma nieoczywiste polskie wątki. Za kulisami ruchów Chorwata stoi Andy Bara – agent, który w przeszłości grał w Legii Warszawskiej i nie zrobił kariery w Ekstraklasie, ale dziś zarządza portfelem zawodników wartym ponad 200 milionów euro.

W skrócie:
- Andy Bara, były piłkarz Legii Warszawa, reprezentuje Fruka i prowadzi rozmowy w Londynie z kilkoma klubami Premier League
- Rijeka wykupiła 50 procent praw do Fruka od Fiorentiny za 3,5-4 miliony euro, usuwając mechanizm pierwokupu
- Transfer może pobić klubowy rekord Rijeki z 2015 roku, kiedy Andreja Kramaricia sprzedano za 13 milionów euro
Polski akcent w transferze chorwackiej gwiazdy
Historia Andyego Bary brzmi jak scenariusz filmowy. Urodzony 7 grudnia 1982 roku Chorwat próbował swoich sił jako obrońca w Ekstraklasie – występował w Legii Warszawa, Świcie Nowy Dwór Mazowiecki i Delcie Warszawa, rozgrywając zaledwie 3 mecze na najwyższym poziomie. Kariera na boisku nie wypaliła, ale w świecie agentów Bara stał się jedną z najbardziej wpływowych postaci. Jego agencja Niagara Sports zarządza dziś zawodnikami o łącznej wartości przekraczającej 200 milionów euro, a w portfolio znajdziemy takie nazwiska jak Dani Olmo, Alvaro Morata czy Lovro Majer.
To właśnie Bara przeprowadził jeden z najgłośniejszych transferów dekady – namówił rodziców młodziutkiego Daniego Olmo do opuszczenia akademii Barcelony i przeprowadzki do Dinama Zagrzeb. Matka Hiszpana pytała wtedy: „Nie, nie chcemy jechać na Ukrainę!”, co Bara musiał prostować, tłumacząc różnicę między Chorwacją a Ukrainą. Dziesięć lat później Barcelona odkupiła Olmo z RB Lipsk za ponad 50 milionów euro. Teraz Bara otwiera kolejny rozdział – tym razem w roli architekta potencjalnie największego transferu w historii HNK Rijeka.
Finanse, które zmieniły wszystko
Kluczowym ruchem przed styczniowymi rozmowami było lato 2024 roku, kiedy Damir Mišković, właściciel Rijeki, wykupił pozostałe 50 procent praw do Fruka od Fiorentiny za nieoficjalną kwotę 3,5-4 milionów euro. Ten ruch eliminował mechanizm prawa pierwokupu, który mógł skomplikować transfer. Fiorentina miała pierwotnie pierwszeństwo dopasowania oferty przy sprzedaży Chorwata, ale po wykupie całości praw Rijeka zyskała pełną kontrolę negocjacyjną.
Mišković nie działał bez planu – wiedział, że Fruk jest w szczytowej formie. W listopadzie 2024 roku pomocnik strzelił hat-tricka w rozbijającej rywali wygranej 5:0 nad Hajduk Split. Do tej pory w sezonie 2024/2025 Fruk zanotował 10 goli i 2 asysty we wszystkich rozgrywkach, co sprawia, że chorwackie media porównują go do młodego Luki Modricia z czasów Dinama Zagrzeb. To porównanie ma sens – obaj są lewonożnymi dziesiątkami o znakomitym przeglądarzie pola i umiejętności przełamywania linii pressingu.
Rekordowe ambicje i europejska rywalizacja
Jeśli transfer dojdzie do skutku za szacowane 15 milionów euro, Fruk pobije klubowy rekord Rijeki z 2015 roku, gdy Andreja Kramaricia sprzedano do Leicester City za 9 milionów funtów (około 13 milionów euro). Tamten transfer był kamieniem milowym dla klubu, a Kramarić strzelał w HNL bramki jak na zawołanie – w sezonie 2014/2015 zdobył 21 goli w 19 meczach ligowych. Fruk ma szansę ustanowić nowy benchmark nie tylko dla Rijeki, ale dla całej chorwackiej ligi.
Walka o podpis Fruka nie jest jednostronna. Crystal Palace prowadzony przez Olivera Glasnera intensywnie skautuje Chorwata i uważa, że jego energiczny, dynamiczny styl pasuje idealnie do filozofii gry Orłów. Atletico Madryt pod wodzą Diego Simeone również prowadzi rozmowy – Andy Bara spotkał się w Londynie nie tylko z przedstawicielami Arsenalu, ale także z dyrektorem sportowym Rojiblancos, Mateu Alemany. Benfica z Jose Mourinho na ławce trenerskiej również jest w grze, szukając głębi składu przed fazą pucharową europejskich rozgrywek.
Ale Arsenal ma istotną przewagę – Mikel Arteta widzi w Fruku idealną głębię składu i przyszłą konkurencję dla Martina Odegaarda. W przeciwieństwie do Crystal Palace czy Atletico, Kanonierzy mogą zaoferować Chorwatowi regularną grę w Lidze Mistrzów i walkę o trofea na najwyższym poziomie. Dla zawodnika, który spędził lata na wypożyczeniach w drugiej lidze chorwackiej, to propozycja życia.
Kontrowersje wokół Niagara Sports
Nie wszystko w działalności Andy Bary jest jednak idealne. Europejska prasa śledcza zwraca uwagę na praktyki tzw. „bridge transfers” – system, w którym młode talenty z Afryki są kierowane przez małe europejskie kluby (często chorwackie), omijając odpowiednie kompensacje dla ich macierzystych akademii. Niagara Sports była wymieniana w kontekście transferów takich zawodników jak Mikayil Faye, który zniknął z senegalskiej akademii Diambars i pojawił się w chorwackiej Kustošiji, by następnie trafić do Barcelony. Diambars nie dostało nic, podczas gdy Kustošija, Barcelona i Niagara zarobiły na transakcji.
Ta szara strefa działalności agencyjnej nie zmienia faktu, że Bara jest mistrzem w nawigowaniu transferami na najwyższym poziomie. Jego wiedza o rynku, kontakty w top klubach i umiejętność przekonywania rodzin do długoterminowych planów rozwoju kariery sprawiają, że zawodnicy Niagara Sports regularnie lądują w Chelsea, Barcelonie, Manchesterze City czy RB Lipsk. Teraz na celowniku jest Arsenal – i wszystko wskazuje na to, że londyński gigant nie będzie jedynym zainteresowanym.
