Najlepsze drużyny Premier League stoją przed koszmarem terminarzowym. Arsenal, Chelsea, Manchester City i Newcastle United mogą rozegrać aż 32 mecze w ciągu zaledwie czterech miesięcy – od końca listopada do przerwy marcowej. To brutalne obciążenie dla zawodników, które może zadecydować o sukcesie lub porażce w walce o trofea. Nowy format Ligi Mistrzów i gra na wielu frontach sprawiają, że walka o pozostanie w top 8 europejskich rozgrywek stała się absolutnie kluczowa.

W skrócie:
- Arsenal, Chelsea, Man City i Newcastle mogą zagrać 32 mecze w cztery miesiące
- Kluby walczą o miejsce w top 8 Ligi Mistrzów, by uniknąć dodatkowych spotkań play-off
- Guardiola chce tego wyzwania, Arteta domaga się lepszej ochrony zawodników
Nowy format Ligi Mistrzów tworzy terminarzowy koszmar
Premier League od lat zmaga się z problemem zagęszczenia kalendarza, ale obecny sezon przebija wszystko, co widzieliśmy wcześniej. Kluby grające w Lidze Mistrzów, Pucharze Anglii i Pucharze Ligi znalazły się w sytuacji bez wyjścia – jeśli chcą walczyć o trofea na wszystkich frontach, ich zawodnicy będą musieli grać praktycznie co trzy dni przez cztery miesiące.
Premier League oficjalnie ostrzegła kibiców, że mecze mogą być przekładane w ostatniej chwili dla klubów, które awansują w europejskich pucharach. To bezprecedensowa sytuacja, która wywołuje coraz większe obawy o zdrowie zawodników i ryzyko kontuzji.
Chelsea, Newcastle United, Manchester City i Arsenal koncentrują się teraz na jednym celu – zakończeniu fazy ligowej Ligi Mistrzów w pierwszej ósemce. Dlaczego to tak ważne? Bo miejsce w top 8 oznacza bezpośredni awans do 1/8 finału i – co najważniejsze – uniknięcie dodatkowej rundy play-off, która oznaczałaby dwa kolejne mecze w i tak już przeładowanym kalendarzu.
Według informacji The Telegraph, kluby, które nie zakwalifikują się bezpośrednio, ale będą musiały grać w play-offach, mogą stanąć przed perspektywą rozegrania 32 meczów między tym weekendem a przerwą reprezentacyjną w marcu. To oznacza jeden mecz co 3,75 dnia przez cztery miesiące. Absurd.
Sytuację komplikuje fakt, że wszystkie cztery wymienione drużyny znajdują się w ćwierćfinale Pucharu Ligi. Jeśli będą awansować w tym pucharze, a jednocześnie wypadną z top 8 w Lidze Mistrzów, będą miały do dyspozycji tylko jeden wolny tydzień między teraz a końcem marca.
Walka o top 8 trwa, Chelsea i Arsenal w najlepszej sytuacji
Ostatnie wyniki europejskie przyniosły spore zmiany w perspektywach angielskich klubów. Chelsea znacząco poprawiło swoją sytuację po zwycięstwie nad Barceloną – meczu, w którym młody Estevao Willian błyszczał jaśniej niż sam Lamine Yamal. Manchester City i Newcastle są w trudniejszej pozycji po ostatnich porażkach.
Jak wygląda aktualna sytuacja po pięciu kolejkach?
- Arsenal: 15 punktów (maksymalny dorobek) – sytuacja pod pełną kontrolą
- Chelsea: 10 punktów – solidna pozycja po wygranej z Barceloną
- Manchester City: 10 punktów – niepokojące sygnały po ostatniej porażce
- Newcastle: 9 punktów – walka o top 8 będzie zacięta
Arsenal znajduje się w najkomfortowej sytuacji z kompletem punktów, ale pozostałe trzy zespoły będą musiały walczyć do końca, by uniknąć dodatkowych meczów play-off. Każdy punkt może okazać się kluczowy, a presja rośnie z każdą kolejką.
Guardiola kontra Arteta – dwie wizje zarządzania kalendarzem
Menedżerowie najlepszych angielskich klubów mają różne zdania na temat tego terminarzowego koszmaru. Pep Guardiola, trener Manchesteru City, przyjmuje wyzwanie z charakterystyczną dla siebie pewnością siebie:
„Jesteśmy do tego przyzwyczajeni – wygrywaliśmy poczwórne i potrójne korony grając w ten sposób. Chcemy tego. Potrójne i poczwórne korony przyszły z grania w sobotę i wtorek, potem wtorek i piątek, piątek i niedzielę. To nie jest problem.”
Guardiola ma rację w tym sensie, że Manchester City rzeczywiście odnosił sukcesy w podobnych warunkach. Jego kadra była budowana z myślą o rotacji i głębokiej ławce rezerwowych. Ale czy to oznacza, że obecny system jest zdrowy dla futbolu?
Mikel Arteta, manager Arsenalu, prezentuje zupełnie inne podejście. Były asystent Guardioli domaga się lepszej ochrony zawodników i kibiców:
„Każda decyzja, którą podejmujemy w sprawie terminów meczów, musi być kierowana dwoma głównymi zasadami: dobrem zawodników i kibicami. To wszystko. A reszta musi znaleźć się bardzo, bardzo daleko od tego. I nigdy nie powinniśmy zapominać o tej zasadzie. To jedyna rzecz, którą bym powiedział.”
Arteta ma na myśli coś fundamentalnego – w pogoni za kolejnymi milionami z transmisji telewizyjnych i rozbudowanymi formatami rozgrywek, organizatorzy zapominają o tym, że to zawodnicy i kibice są sercem futbolu. Zawodnicy to nie maszyny, a kibice podróżujący za swoimi drużynami przez całą Europę zasługują na pewność co do terminów meczów.
Ta debata wykracza poza Premier League. UEFA i FIFA nieustannie dodają nowe turnieje i rozszerzają istniejące rozgrywki. Klubowe Mistrzostwa Świata FIFA w nowym formacie to kolejny przykład dokładania obciążenia zawodnikom, którzy już grają 60-70 meczów w sezonie.
Kontuzje są nieuniknione w takim systemie. Wystarczy spojrzeć na listę kontuzjowanych zawodników w każdym z tych klubów – mięśnie, ścięgna, więzadła nie wytrzymują takiego tempa. A gdy najlepsi zawodnicy wypadają z gry, cierpi jakość rozgrywek, czyli dokładnie to, co kibice chcą oglądać.
Najbliższe miesiące pokażą, które podejście okaże się skuteczniejsze. Czy Guardiola będzie miał rację stawiając na rotację i akceptację systemu? Czy może Arteta, głośno domagający się zmian, przyciągnie uwagę do problemu, który nie zniknie sam? Jedno jest pewne – nadchodzące cztery miesiące będą brutalnym testem wytrzymałości dla wszystkich angielskich gigantów walczących na wielu frontach.
