Trzeci mecz bez zwycięstwa Jagiellonii Białystok stał się faktem, a w obozie ekipy z Podlasia słychać alarmujące głosy. Po porażce z Termalicą w Niecieczy trener Adrian Siemieniec nie szukał dyplomatycznych wymówek, przyznając brutalnie, że jego zespół popełnił w defensywie „piłkarskie samobójstwo”, a przyczyny słabszej dyspozycji sięgają głębiej niż tylko zmęczenia mięśni.

„Piłkarskie samobójstwo” w obronie
Nastroje po niedzielnym spotkaniu (07.12) są minorowe. Jagiellonia przegrała wyjazdowe starcie z Termalicą, a honorowe trafienie Bernardo Vitala nie wystarczyło do zdobycia punktów. Kluczowe dla losów meczu okazały się błędy we własnym polu karnym. Szkoleniowiec Jagiellonii na gorąco ocenił postawę defensywy niezwykle surowo, wskazując na brak koncentracji i pechowy splot zdarzeń przy utracie goli.
„Na temat straconych goli ciężko coś powiedzieć, bo jest taka sytuacja, że praktycznie te dwie bramki strzeliliśmy sobie sami” – zdiagnozował Adrian Siemieniec.
Trener zauważył, że zespół opuściło szczęście, które we wcześniejszych fazach sezonu bywało sprzymierzeńcem.
„Takie mam przeczucie, że to po prostu też z jakiegoś powodu gdzieś nawet ten fart w ostatnim okresie nam nie sprzyja” – dodał Siemieniec, zaznaczając, że choć kierunek obrany przez zespół wydaje się być w porządku, to w Niecieczy zabrakło nawet odrobiny piłkarskiego farta.
Wyczerpany układ nerwowy
Problem Jagiellonii wykracza jednak poza pechowe interwencje obrońców. Ofensywa, mimo stwarzania sytuacji i obecności w polu karnym przeciwnika, razi brakiem dynamiki i elementu zaskoczenia. Siemieniec zgodził się z tezą jednego z dziennikarzy, że zawodnikom brakuje przyspieszenia, stawiając diagnozę dotyczącą kondycji psychofizycznej drużyny.
„Brakuje nam troszkę błysku. I to może być faktycznie też oznaka tego, że nie tylko fizycznie, ale też ten układ nerwowy trochę inaczej już działa” – tłumaczył szkoleniowiec. Intensywność gier i ciągłe życie na walizkach zbierają swoje żniwo. – „Jadąc z jednego meczu prosto na drugi, cały czas w hotelu, do tego dokładając krótkie przerwy… A biorąc pod uwagę to, że mamy grudzień, no to trudno, żeby te oznaki tego zmęczenia nie wychodziły” – przyznał, zastrzegając, że nie chce traktować tego jako usprawiedliwienia.
Wotum nieufności dla piłkarzy?
Szkoleniowiec musiał tłumaczyć się z nieobecności w kadrze Louki Pripa oraz AZ Jacksona. Zaprzeczył, jakoby brak powołania był „wotum nieufności”, argumentując decyzję wyłącznie względami sportowymi i dobrem drużyny. Z kolei uraz definitywnie wykluczył z gry w tym meczu Kamila Jóźwiaka. Wiadomo już, że skrzydłowy nie zagra w Europie, a sztab medyczny walczy z czasem, by postawić go na nogi na ostatni mecz rundy z Motorem Lublin.
„Ciężko mi dzisiaj nawet ocenić szansę. Każda godzina ma znaczenie” – podsumował Siemieniec.

