LaLiga stawia wszystko na jedną kartę. Zbliża się finał gigantycznej aukcji praw telewizyjnych do hiszpańskiej ekstraklasy, która może przynieść klubom prawie 5 miliardów euro. Prezes Javier Tebas zdecydował się na ryzykowny ruch – wystawił prawa do sprzedaży znacznie wcześniej niż wymagała tego umowa. Czy ta strategia się opłaci, a może wielkie platformy streamingowe w końcu wejdą do gry?

W skrócie:
- Aukcja praw telewizyjnych LaLigi kończy się 28 listopada z celem przekroczenia 4,95 miliarda euro za pięć sezonów
- Tebas zdecydował się na wcześniejszą sprzedaż, mimo że obecna umowa obowiązuje jeszcze przez półtora roku
- Pojawiają się spekulacje o wejściu do gry gigantów streamingowych takich jak Amazon i Paramount
Ryzykowna gra o miliardy rozpoczęta
LaLiga wchodzi w decydującą fazę negocjacji, które mogą przekształcić krajobraz finansowy hiszpańskiej piłki na najbliższe lata. Piątek, 28 listopada, to ostateczny termin składania ofert na prawa do transmisji meczów Primera Division na kolejne pięć sezonów – od kampanii 2027-28 aż do 2031-32. To wyjątkowo istotny moment, bowiem przychody z telewizji stanowią główne źródło finansowania dla wszystkich klubów ligi.
Decyzja Javiera Tebasa o wcześniejszym wyjściu na rynek budzi kontrowersje. Obecny kontrakt z Movistar+ i DAZN wciąż obowiązuje przez kolejne półtora roku, co czyni ten ruch niekonwencjonalnym. Prezes LaLigi postanowił jednak zderzyć swoją aukcję z przetargiem UEFA na prawa do Ligi Mistrzów – strategia, która może okazać się strzałem w dziesiątkę albo kosztownym błędem.
Cel jest ambitny: przekroczyć magiczną barierę 4,95 miliarda euro za cały pięcioletni pakiet, co daje średnio 990 milionów rocznie. To dokładnie tyle, ile LaLiga zarobiła w poprzednim cyklu sprzedaży praw krajowych. Pytanie brzmi: czy w obecnych realiach rynkowych da się wycisnąć jeszcze więcej?
Czy walka z piractwem podniesie cenę?
Jaume Roures, legendarny założyciel Mediapro i weteran branży audiowizualnej, patrzy na sytuację z optymizmem. Jego zdaniem LaLiga ma mocne argumenty przetargowe:
Ze względu na jakość i zaciętą walkę z piractwem, wartość praw wzrosła. Będzie to zauważalne, choć nieznacznie. Sprzedaż może wzrosnąć w wyniku tych dwóch czynników.
Innymi słowy, jakość produktu i konsekwentna walka z nielegalnym streamingiem mogą podnieść wartość praw, choć Roures nie spodziewa się rewolucyjnego skoku cen. To rozsądne podejście w czasach, gdy rynek praw sportowych przechodzi przez okres konsolidacji po latach szaleńczego wzrostu.
Kluczową niewiadomą pozostaje potencjalne wejście do gry platform streamingowych nowej generacji. Amazon, Paramount i inne giganty technologiczne dotychczas trzymały się z daleka od hiszpańskiego futbolu, koncentrując się na ligach angielskiej, niemieckiej czy włoskiej. Czy tym razem zdecydują się na atak na hiszpański rynek? To pytanie, na które odpowiedź poznamy już za kilka dni.
Telefónica w roli faworyta, ale konkurencja czai się w cieniu
Zbieżność czasowa aukcji LaLigi i praw do Ligi Mistrzów nie jest przypadkowa. UEFA zamknęła swój przetarg w minionym tygodniu, a Telefónica – właściciel Movistar+ – wyłożyła na stół 1,464 miliarda euro za cztery sezony Champions League (od 26-27 do 2030-31). To gigantyczna suma, która teoretycznie mogłaby ograniczyć apetyt telekomunikacyjnego giganta na LaLigę.
Roures jednak uważa inaczej:
„Telefónica kupiła nowe prawa do Ligi Mistrzów, które są naprawdę spektakularne, i to na podstawie dłuższego kontraktu, co zawsze wiąże się z wyższą ceną, ponieważ daje to większą perspektywę i możliwość zarządzania produktem. W porównaniu z tym, co mieli już wcześniej, nie sądzę, żeby przepłacili”.
Jego zdaniem Telefónica nie przepłaciła za Ligę Mistrzów, a dłuższy kontrakt daje operatorowi lepszą perspektywę zarządzania produktem i amortyzacji kosztów. Co więcej, nowy format Champions League z większą liczbą meczów funkcjonuje znakomicie pod względem oglądalności i liczby abonentów, co usprawiedliwia wyższą cenę.
Ekspert dodaje, że LaLiga świadomie zdecydowała się na synchronizację aukcji właśnie po to, by zneutralizować potencjalny efekt „wykrwawienia” budżetów operatorów:
„LaLiga zdecydowała się na ten krok, ponieważ Liga Mistrzów może odebrać ci pieniądze. Jeśli przepłacisz, to pieniądze, które później mogą zostać odjęte od rozgrywek. Starali się zneutralizować ten efekt”.
To szachowa rozgrywka na najwyższym poziomie. Tebas wie, że jeśli pozwoliłby UEFA na wyprzedzenie, operatorzy mogliby przeznaczyć lwią część budżetów na europejskie puchary, zostawiając LaLigę z okruchami. Wychodząc na rynek jednocześnie, zmusza potencjalnych nabywców do jasnego określenia priorytetów i alokacji środków.
Telefónica pozostaje naturalnym faworytem – ma infrastrukturę, doświadczenie i lojalną bazę abonentów. Ale w kulisach słychać szepty o możliwym wejściu DAZN z poważniejszą ofertą, a może nawet o konsorcjum łączącym tradycyjnych operatorów z nowymi graczami streamingowymi. W świecie praw sportowych nic nie jest przesądzone do momentu podpisania kontraktu.
Najbliższe dni pokażą, czy Tebas rzeczywiście jest genialnym strategiem, czy raczej hazardzistą, który postawił zbyt dużo na jedną kartę. Jedno jest pewne – hiszpańskie kluby z zapartym tchem czekają na wynik aukcji, która zadecyduje o ich finansowej przyszłości na najbliższe pół dekady.
