FC Barcelona szykuje się do historycznego kroku – pierwszy mecz La Liga rozegrany w Stanach Zjednoczonych może stać się faktem już w grudniu 2025 roku. Katalończycy zmierzą się z Villarrealem na Hard Rock Stadium w Miami 20 grudnia, co ma przynieść im niemałą sumę pieniędzy. Hiszpańska Federacja Piłkarska już wyraziła zgodę na ten ruch, choć ostateczne zatwierdzenie musi jeszcze nadejść od UEFA i FIFA.

Pieniądze mówią głośniej niż tradycja
To nie pierwszy raz, gdy La Liga próbuje przenieść swoje mecze za ocean. W 2018 roku podobny plan dotyczący spotkania Barcelona-Girona spalił na panewce, ale teraz wszystko wskazuje na to, że tym razem może się udać. Dlaczego? Bo sytuacja finansowa Barcelony jest znacznie gorsza niż kilka lat temu, a 5-6 milionów euro to suma, której po prostu nie można ignorować.
Villarreal też nie wyjdzie z pustymi rękami – „Żółta Łódź Podwodna” otrzyma wyższą wypłatę, która ma zrekompensować straty z biletów. To logiczne posunięcie, bo w końcu to nie ich fanów będzie w Miami, a Amerykanie raczej przychodzą pooglądać gwiazdorską Barcelonę niż zespół z Castellón.
Prezydent La Liga Javier Tebas od lat marzy o podboju amerykańskiego rynku. I szczerze mówiąc, ma w tym sens biznesowy. Liga hiszpańska konkuruje z Premier League o globalną popularność, a angielska liga już dawno zrozumiała, że przyszłość leży w ekspansji zagranicznej. Amerykanie kochają sport-widowisko, więc dlaczego nie dać im tego, czego chcą?
Rewolucja czy desperacja Barcelony?
Jeśli ten plan się powiedzi, będzie to pierwszy mecz europejskiej ligi top-flight rozegrany w Stanach Zjednoczonych. Brzmi imponująco, ale czy na pewno jest to właściwy kierunek? Fani Barcelony nie kryją frustracji – w komentarzach pod wiadomością można przeczytać, że to „wstydliwe” i pytają, czy klub jest aż tak spłukany.
Odpowiedź jest prosta: tak, Barcelona potrzebuje każdego euro. Klub wciąż zmaga się z ogromnymi długami i problemami z rejestracją nowych zawodników. Fair play finansowe UEFA nie śpi, a katalońscy działacze muszą być kreatywni w poszukiwaniu dodatkowych źródeł przychodu.
Z drugiej strony, trudno nie zauważyć ironii sytuacji. Barcelona, klub który przez dekady był symbolem katalońskiej tożsamości i lokalnej tradycji, teraz gra mecze ligowe 7000 kilometrów od domu. To pokazuje, jak bardzo nowoczesna piłka oddaliła się od swoich korzeni.
Amerykańscy fani z pewnością będą zachwyceni możliwością zobaczenia na żywo gwiazd Barcelony bez konieczności lecenia do Europy. Dla La Liga to szansa na dotarcie do 330 milionów potencjalnych fanów, a dla samej Barcelony – sposób na ratowanie budżetu. Pozostaje pytanie: czy warto poświęcać tradycję dla pieniędzy? W dzisiejszej piłce odpowiedź wydaje się oczywista.

