Sagi transferowe z udziałem Realu Madryt to niemal letni rytuał w świecie futbolu, a najnowsza z nich rozgrzewa kibiców do czerwoności. Na celowniku „Królewskich” znalazł się młody i niezwykle obiecujący lewy obrońca Benfiki, Álvaro Carreras. Sprawa jest jednak daleka od prostego podpisania kontraktu; to prawdziwa próba sił między dwoma europejskimi gigantami, gdzie na szali leżą ogromne pieniądze i dyplomatyczne relacje.

W skrócie:
- Real Madryt jest zdeterminowany, by pozyskać Álvaro Carrerasa, ale Benfica odmawia negocjacji i twardo domaga się zapłaty klauzuli odstępnego w wysokości 50 milionów euro.
- Głównym punktem spornym jest termin transferu – Real chciałby mieć zawodnika w składzie na Klubowe Mistrzostwa Świata, czemu kategorycznie sprzeciwia się portugalski klub.
- Mimo że Real zapewnił Carrerasa o sfinalizowaniu transferu, prezes Florentino Pérez obawia się pogorszenia relacji z Benficą, co stawia całą operację pod znakiem zapytania.
Królewscy na wojnie z Benficą? 50 milionów na stole i… ani eurocenta mniej!
Real Madryt na poważnie rozważa aktywację klauzuli odejścia Álvaro Carrerasa, opiewającej na okrągłe 50 milionów euro, już 1 lipca. Problem w tym, że Benfica ma inne plany. Portugalski gigant jasno zakomunikował, że nie zamierza negocjować ani centa poniżej tej kwoty, co wywołuje rosnącą frustrację w madryckich biurach. Klub z Lizbony oczekuje, że 22-letni obrońca weźmie udział w ćwierćfinałach Klubowych Mistrzostw Świata w ich barwach, co kompletnie burzy plany „Królewskich”. Chcieli oni bowiem włączyć Hiszpana do swojego składu na ten właśnie turniej.
Co ciekawe, chociaż z prawnego punktu widzenia aktywacja klauzuli jest możliwa w każdej chwili, wysoko postawieni hiszpańscy oficjele oceniają taki ruch jako „mało prawdopodobny”. Powód? Sam Florentino Pérez, prezes Realu, słynący z dbania o dobre relacje w piłkarskim świecie, podobno nie chce iść na otwartą wojnę z Benficą. To klasyczny „patt situation”, czyli sytuacja bez wyjścia, w której każda ze stron kurczowo trzyma się swojego stanowiska.
Carreras powiedział „nie” rywalowi zza miedzy. Real ma asa w rękawie?
Sytuacja nabiera rumieńców, gdy spojrzymy na doniesienia z ostatnich dni. Jak informuje „Mundo Deportivo”, Carreras podjął już zaskakującą decyzję – wybrał Real Madryt, odrzucając tym samym ofertę lokalnego rywala, Atlético. „Los Colchoneros” mieli go na szczycie swojej listy życzeń, ale gdy stało się jasne, że zawodnik preferuje białą część stolicy, zdecydowali się skierować swoje wysiłki w stronę Theo Hernándeza. To pokazuje, że sam piłkarz jest już dogadany z Realem.
Tę determinację potwierdza „Goal.com”, podając, że „Królewscy” zapewnili Carrerasa, iż dopną swego i sprowadzą go na Santiago Bernabéu „wszelkimi możliwymi sposobami”, mimo dotychczasowego braku porozumienia z Benficą. Negocjacje trwają, ale portugalski mur jest twardy i wysoki na 50 milionów euro. Real Madryt ma co prawda szeroką listę potencjalnych lewych obrońców, na której znajdują się tacy gracze jak Alphonso Davies, Alejandro Grimaldo czy Nuno Mendes, ale to właśnie Carreras wydaje się być celem numer jeden na tę chwilę. Pytanie brzmi, czy cierpliwość Péreza przeważy nad chęcią posiadania wymarzonego zawodnika „na już”.

