Budowa nowego stadionu Kansas City Chiefs za 4 miliardy dolarów wzbudza ogromne kontrowersje. Mimo gigantycznych nakładów finansowych, projekt nie przewiduje liczby miejsc wymaganej do organizacji najważniejszego meczu sezonu – Super Bowl. Inwestycja, opłacana w dużej mierze z pieniędzy podatników, zakłada opuszczenie legendarnego Arrowhead Stadium po ponad pół wieku i przeniesienie zespołu do innego stanu.

Najdroższy błąd w historii NFL?
Nowoczesny, zadaszony obiekt, który ma stać się nowym domem Kansas City Chiefs od 2031 roku, stanął w ogniu krytyki jeszcze przed wbiciem pierwszej łopaty. Choć całkowity koszt relokacji i budowy infrastruktury szacowany jest na 4 miliardy dolarów, planowana pojemność trybun wynosząca od 65 do 68 tysięcy miejsc siedzących okazuje się niewystarczająca w świetle przepisów ligowych.
Oficjalne wymogi NFL jasno wskazują, że stadion aspirujący do roli gospodarza finałowego starcia Super Bowl musi dysponować minimum 70 tysiącami stałych miejsc siedzących. Kibice nie kryją irytacji faktem, że nowa arena będzie mogła przyjąć mniej fanów niż dotychczasowy obiekt, co przy tak ogromnym nakładzie środków finansowych jest odbierane jako projektowy regres.
Władze klubu, na czele z prezesem Markiem Donovanem, starają się uspokajać nastroje, wskazując na możliwość montażu dodatkowych, tymczasowych trybun, co teoretycznie mogłoby pozwolić na obejście restrykcyjnych norm ligi. Nadzieję na końcowy sukces daje również statystyka – od blisko dwóch dekad każdy nowo wybudowany stadion w USA otrzymuje prawo do organizacji wielkiego finału w ciągu czterech lat od otwarcia. Jeśli ten trend zostanie utrzymany, Kansas City mogłoby ugościć najważniejsze wydarzenie sportowe roku około 2036 roku, o ile liga przymknie oko na brakujące stałe krzesełka na trybunach.
Finansowy majstersztyk na koszt podatnika
Przenosiny z Missouri do Kansas to nie tylko zmiana adresu, ale przede wszystkim niezwykle korzystny dla klubu układ biznesowy, ogłoszony przez CEO Clarka Hunta oraz gubernator Laurę Kelly. Stan Kansas zobowiązał się do przekazania około 3 miliardów dolarów w ramach wsparcia publicznego, co obejmuje nie tylko samą arenę, ale także fundusze na rozwój otoczenia stadionu i liczne ulgi podatkowe.
W zamian za to gigantyczne wsparcie, Chiefs wynegocjowali warunki, które czynią ich niemal całkowitymi beneficjentami generowanych zysków. Klub zachowa pełną kontrolę nad przychodami z biletów, gastronomii, umów sponsorskich oraz praw do nazwy obiektu, a także będzie czerpał korzyści z wydarzeń pozasportowych, takich jak koncerty czy mecze koszykówki.
Najbardziej intrygującym elementem umowy jest kwestia czynszu za użytkowanie obiektu, który formalnie pozostanie własnością stanu. Chiefs mają wpłacać rocznie 7 milionów dolarów z tytułu najmu, jednak pieniądze te nie zasilą budżetu publicznego. Zostaną one ulokowane na specjalnym koncie zarządzanym przez sam klub i przeznaczone na bieżące utrzymanie stadionu, remonty oraz koszty operacyjne, w tym opłacenie ochrony i personelu parkingowego. W praktyce oznacza to, że organizacja będzie opłacać własne koszty funkcjonowania z pieniędzy, które teoretycznie powinny stanowić dochód właściciela obiektu.

