Raheem Sterling znalazł się w fatalnej sytuacji w Chelsea, gdzie został całkowicie odsunięty od pierwszego zespołu. Angielski skrzydłowy, sprowadzony w 2022 roku za 56 milionów euro jako pierwszy duży transfer ery Todda Boehly’ego, kompletnie nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Mimo że ma ważny kontrakt do 2027 roku, klub nie widzi dla niego miejsca, a zawodnik utknął w swoistym „złotym limbo” – bez gry, ale z astronomicznym wynagrodzeniem.

W skrócie:
- Sterling został całkowicie odsunięty od pierwszego zespołu Chelsea po nieudanym wypożyczeniu do Arsenalu
- Piłkarz zarabia 325 tysięcy funtów tygodniowo, a Chelsea musi mu wypłacić jeszcze ponad 34 miliony euro z kontraktu
- Żaden klub nie zdecydował się na jego pozyskanie podczas letniego okna transferowego, więc pozostanie w „wygnaniu” co najmniej do stycznia
Upadek gwiazdy Manchesteru City
Jeśli ktoś nazywa transfer Raheema Sterlinga do Chelsea porażką, to trudno się z tym nie zgodzić. 30-letni skrzydłowy znalazł się na dnie kariery. Sprowadzony trzy lata temu za 56 milionów euro jako flagowa inwestycja nowej ery Todda Boehly’ego na Stamford Bridge, Sterling ani trochę nie przypomina piłkarza, który przez siedem sezonów błyszczał pod wodzą Pepa Guardioli. Anglik stał się poważnym problemem dla londyńskiego klubu, z którym wiąże go kontrakt ważny jeszcze przez trzy lata.
W odróżnieniu od poprzedniego lata, kiedy Mikel Arteta i Arsenal „uratowali” go wypożyczeniem po tym, jak został skreślony przez Enzo Mareskę, Sterling nie znalazł dla siebie miejsca na sezon 2025-2026. Odsunięty od pierwszego zespołu podczas przedsezonowych przygotowań po rozczarowującym pobycie na Emirates Stadium (zaledwie jeden gol w 28 meczach), nie zdołał zmienić klubu przed zamknięciem letniego okna transferowego. Tym samym pozostał w zachodnim Londynie – i stamtąd się nie ruszy co najmniej do stycznia.
Finansowy koszmar Chelsea
Problem z Sterlingiem ma przede wszystkim wymiar ekonomiczny. Kiedy Anglik trafił do Chelsea w 2022 roku, podpisał pięcioletni kontrakt z tygodniówką wynoszącą 325 tysięcy funtów. To najwyższe wynagrodzenie w całym klubie, które „The Blues” wciąż muszą pokrywać, mimo że zawodnik ogląda mecze jedynie z trybun.
„Jeśli Chelsea i Sterling nie dojdą do porozumienia w sprawie odprawy za pozostałe 30 milionów funtów (ponad 34 miliony euro) z kontraktu, najwcześniej zobaczymy angielskiego reprezentanta w pierwszym zespole w styczniu. Szanse na taki scenariusz wydają się jednak nikłe. Wygląda na to, że londyński klub niechętnie chce płacić Sterlingowi. On z kolei nie wydaje się skłonny ułatwiać Chelsea dojście do porozumienia” – informuje BBC Sport.
Angielski skrzydłowy wraz z Axelem Disasim i Davidem Datro Fofaną, których transferów Chelsea również nie zdołała sfinalizować podczas niedawno zakończonego okna transferowego, tworzą tak zwaną „bomb squad” – grupę zawodników całkowicie odizolowanych od pierwszego zespołu. Jak dodaje BBC, „życie w rezerwach Chelsea dalekie jest od luksusu. Z ograniczonym dostępem do obiektów pierwszej drużyny to samotna egzystencja. Sterling czeka na bardziej precyzyjny obraz tego, jak będzie wyglądała jego przyszłość jako wygnańca Chelsea po przerwie reprezentacyjnej.”
Kosztowna pomyłka Boehly’ego
Przypadek Sterlinga doskonale ilustruje chaos panujący w polityce transferowej Chelsea pod rządami Todda Boehly’ego. Amerykański właściciel wydał setki milionów euro na nowych zawodników, często ignorując długoterminową strategię budowy zespołu. Sterling miał być gwiazdą nowej ery, a stał się symbolem jej porażki.
W ciągu trzech lat na Stamford Bridge Anglik rozegrał 81 meczów, zdobył 19 bramek i zanotował 12 asyst. Statystyki rozczarowujące dla piłkarza, który w Manchesterze City regularnie przekraczał granicę 10 goli w sezonie Premier League. Jego forma systematycznie spadała, a ostatnie wypożyczenie do Arsenalu tylko potwierdziło, że piłkarz jest daleki od swojej najlepszej dyspozycji.
Obecnie obie strony znalazły się w patowej sytuacji – Chelsea nie chce płacić fortuny zawodnikowi, który nie gra, a Sterling nie zamierza rezygnować z lukratywnego kontraktu. Jedynym rozwiązaniem wydaje się znalezienie klubu, który będzie skłonny pokryć chociaż część jego zarobków podczas zimowego okna transferowego. Do tego czasu Chelsea będzie co tydzień przelewać na konto Anglika ponad 325 tysięcy funtów za… nicnierobienie.

