Tommy Fleetwood przez lata słynął z wielkich występów, dramatycznych porażek i wiecznego oczekiwania na przełamanie w Stanach Zjednoczonych. W końcu jednak doczekał się swojego dnia chwały. Na East Lake w Atlancie Anglik wygrał Tour Championship, zgarniając tym samym swój pierwszy tytuł PGA Tour i jednocześnie triumf w FedEx Cup, wart aż 10 milionów dolarów.

Koniec serii „prawie zwycięstw”
Fleetwood, który w swojej karierze aż 164 razy próbował sięgnąć po wygraną w USA, tym razem nie wypuścił okazji z rąk. Choć Patrick Cantlay i Scottie Scheffler naciskali w decydujących momentach, Anglik zachował zimną krew.
– „Łatwo mówić, że jesteś odporny, ale trudno to udowodnić, kiedy ciągle przegrywasz. Czułem, że muszę to pokazać – i wreszcie się udało” – powiedział po ostatnim putcie.
Na triumf Fleetwooda zareagowały legendy golfa. Tiger Woods napisał w mediach społecznościowych:
„Twoja droga to dowód, że ciężka praca i serce zawsze się opłacają. Nikt nie zasłużył na to bardziej”.
Również Rory McIlroy podkreślał niesamowitą postawę i charakter kolegi z reprezentacji Europy w Ryder Cup.
Finał godny mistrza
Droga do zwycięstwa nie była wolna od emocji. Kluczowy moment przyszedł na 15. dołku, gdzie dzień wcześniej Fleetwood wpadł do wody i zrobił double bogeya. Tym razem uniknął katastrofy i utrzymał prowadzenie, by ostatecznie zakończyć turniej wynikiem -18. Gdy na 18. greenie setki kibiców skandowały „Tommy! Tommy!”, Anglik uniósł ręce do nieba i wypuścił z siebie triumfalny okrzyk.
34-latek z Southport od dawna był bohaterem Ryder Cup i zwycięzcą turniejów w Europie, ale brakowało mu tego jednego – zwycięstwa w USA. Teraz, mając w dorobku pierwszą wygraną na PGA Tour i FedEx Cup, może mówić o przełamaniu.
– „To domknięcie historii moich wszystkich niepowodzeń. Wreszcie mogę powiedzieć: udało się” – dodał wzruszony Fleetwood.


