Puchar Polski znów pokazał swoją nieprzewidywalność. Czwartoligowy Gryf Słupsk sprawił ogromną niespodziankę, eliminując pierwszoligową Polonię Warszawa po dogrywce. Sensacyjny gol Daniela Piechowskiego w 117. minucie przesądził o awansie gospodarzy do kolejnej rundy i blamażu stołecznej drużyny.

W skrócie:
- Gryf Słupsk pokonał Polonię Warszawa 1:0 po dogrywce w meczu Pucharu Polski
- Decydującą bramkę w 117. minucie zdobył 31-letni pomocnik Daniel Piechowski
- Polonia Warszawa, mimo wystawienia wielu znanych zawodników, nie zdołała pokonać siódmej drużyny pomorskiej IV ligi
Kompromitacja Czarnych Koszul
Kiedy pierwszy gwizdek sędziego rozpoczynał mecz Gryf Słupsk – Polonia Warszawa, mało kto spodziewał się, że będziemy świadkami jednej z największych sensacji tegorocznego Pucharu Polski. Pierwszoligowa Polonia, która jeszcze niedawno mierzyła się z ekstraklasowymi rywalami, jechała do Słupska jako zdecydowany faworyt. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna.
Słupszczanie, obecnie zajmujący siódme miejsce w tabeli pomorskiej IV ligi, przez 90 minut podstawowego czasu gry skutecznie odpierali ataki stołecznej drużyny. W składzie Gryfa próżno szukać znanych nazwisk czy byłych zawodników z wyższych lig – to zespół złożony z lokalnych piłkarzy, dla których ten mecz był prawdopodobnie największym wydarzeniem w karierze.
Dogrywka przyniosła rozstrzygnięcie. W 117. minucie, po zamieszaniu podbramkowym po rzucie rożnym, piłkę do siatki skierował Daniel Piechowski. Ten gol okazał się bramką na wagę awansu i zapisał się w historii klubu ze Słupska złotymi zgłoskami.
David kontra Goliat po polsku
Kontrast między obiema drużynami najlepiej obrazują składy. Polonia przystąpiła do meczu z wieloma znanymi nazwiskami: Aleksander Buksa, Łukasz Zjawiński, Diogo Brasido czy Dave Gnaase – to zawodnicy, którzy niejednokrotnie udowadniali swoją wartość na boiskach pierwszej ligi i nie tylko.
Trener warszawskiej drużyny nie zlekceważył rywala, wystawiając mocny skład: Adrian Sandach – Diogo Brasido (95′ Mykyta Wasin), Hajdin Salihu, Souleymane Cisse, Ilkay Durmus – Dani Vega (65′ Robert Dadok), Dave Gnaase, Benedykt Piotrowski (46′ Erjon Hoxhallari), Michał Bajdur (101′ Bartłomiej Poczobut), Antoni Kapusta (46′ Łukasz Zjawiński) – Aleksander Buksa.
Mimo to, Polonia nie zdołała znaleźć sposobu na pokonanie czwartoligowca. Niewykorzystane sytuacje i brak skuteczności zemściły się w najgorszy możliwy sposób. Dla Czarnych Koszul to ogromna kompromitacja, która z pewnością będzie długo omawiana w piłkarskim środowisku.
Nie jest to jedyna sensacja obecnej edycji Pucharu Polski – wcześniej LKS Goczałkowice Zdrój (formalnie rezerwy, ale w praktyce trzecioligowiec) wyeliminował Stal Stalowa Wola. Jednak biorąc pod uwagę różnicę klas rozgrywkowych między Gryfem a Polonią, to właśnie wynik ze Słupska należy uznać za największą niespodziankę tej fazy rozgrywek.
Puchar tysiąca niespodzianek
Puchar Polski po raz kolejny udowadnia, że zasługuje na miano rozgrywek, w których „wszystko może się zdarzyć”. Historia polskiej piłki zna wiele przypadków, gdy drużyny z niższych lig eliminowały faworytów, jednak zwycięstwo Gryfa Słupsk nad Polonią Warszawa z pewnością zapisze się jako jeden z najbardziej spektakularnych przypadków.
Dla słupszczan awans do kolejnej rundy to nie tylko sportowy sukces, ale również szansa na konfrontację z kolejnym renomowanym przeciwnikiem, a być może nawet ekstraklasowym. Dla Polonii natomiast to bolesna lekcja, że w piłce nożnej nie ma nic pewnego, a papierowe kalkulacje często rozmijają się z rzeczywistością.
Pozostaje pytanie, czy Gryf Słupsk wykorzysta momentum i pójdzie za ciosem w kolejnych rundach. Historia polskiego Pucharu zna przypadki, gdy drużyny z niższych lig docierały do półfinałów, a nawet finałów tych rozgrywek. Czy słupszczanie dołączą do tego grona? O tym przekonamy się w kolejnych tygodniach.
Źródło: x.com / weszlo.com

